poniedziałek, 21 kwietnia 2014

She looks so perfect

Justin wyjechał.  Na bardzo długo. Trasa koncertowa była zbyt ważna dla niego.  W końcu nie dziwie mu się. Stalam wlasnie na balkonie i podziwialam błękitne niebo otulone puszystymi chmurami. Była piekna pogoda. Szkoda by bylo spedzic taki pogodny dzień samej w domu. Obdzwonilam wszystkie koleżanki. Niestety żadna nie mogła znaleźć chwili na spotkanie.  przegladajac kontakty spostrzeglam nieznany numer z końcówka 69. Zaintrygowalo mnie to. Po chwili namyslu wcisnelam zieloną słuchawkę po czym przylozylam mojego iphona do ucha w oczekiwaniu na sygnal.po paru sekundach usłyszałam glos. Męski glos.
-halo-odezwal się nieznajomy.
-cześć tutaj Mer Bieber. Mam Twój numer i nie wiem kim jestes.
-Mer. Nie znam żadnej Mer. Wiesz mam propozycję.  Jesli chcesz.  Jestem dzis wolny. Moze skończymy na kawe albo herbatę?  Nie wiem co wolisz...-glos chlopaka wydawal się dość wesoly i jednocześnie intrygujący by mnie namówić.
-wole kawę.  Dobrze.  Czemu nie.  Gdzie się spotykamy?
-wiesz gdzie jest sturbucks przy centrum?
- tak.
-bede tam na ciebie czekal. Do zobaczenia Mer.-po chwili slyszalam tylko pojedyncze pipczenie. Odlozylam telefon obok na łóżko i obgryzlam paznokcia. Kurwa co ja wlasciwie robie.  A co jesli to jakis gwalciciel. Jeszcze ten numer. Musze to odwołać.  Zaraz. Spokojnie. Gdyby chciał mnie zgwalcic wybralby bardziej kameralne miejsce.  Ok pojde się przebrać i zaraz ide. Nawet nie wiem o ktorej tam mam byc. A wsioryba. Wyciągnęła m z szafy biala bluzke ns ramiaczkach z koronką i turkusowe krutkie spodenki. Ubralam się szybko i pomknelam na umuwione miejsce. W drodze minelam wiele roznych ludzi. Murzynow grubych pasztetow. Zastanawialam się jak moj nieznajomy kolega będzie wygladal. W koncu dotarlam. Usiadlam przy wejsciu tak. Zeby w razie czego go "rozpoznać". Rozgladalam się za każdym mężczyzna który zblizal się w moja strone. Czekalam tak 15 minut. Dosyc tego. Wstalam z krzesla i zasuwajav je uderzylam w kogoś.
-ej!
-wybacz. Nie zauważylem cie. -spojrzalam na duze piekne oczy mojego winowajcy i rozplynelam się.
-ok wybaczam.
-czekasz na kogoś?  -spytał
-tak. Na chlopaka którego nigdy nie widzialam na oczy.
-Mer?
-tak. -po krótkim namyśle uswiafomilam sobie ze stoi przedr mna moj kolega.- oh to ty. Chłopak z końcówka 69. Nie wierzę ze powiedziałam to na glos.
-haha spokojnie.
-pewnie duzo znajomych ci to mówi co?
-haha tak szczerze to jestes pierwsza Mer.
-ciarki przeszly po calym moim ciele.
-a ty masz jakieś imie czy mam mówić pan 69 ?
-haha jestem Ashton. -

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz