...The Story Of My Life...
I The dream
Miałam sen. Śniło mi się, że stałam na krawędzi urwiska. Tylko jeden krok do przodu dzielił mnie od wielkiej nieznanej otchłani. Mogłam stać tam gdzie stoję wpatrując się bezzwłocznie w tajemniczą przepaść. Spokojnie lecz niespokojnie spoglądać na przyciągającą pustkę. Najgorsze w tym śnie było to, że nie wiedziałam czy skoczyłam czy zostałam. Tak czy inaczej obudziła mnie piosenka Cher Lloyd „Oath”. Tak to mój budzik. Była 20:00. Powinnam była wstać wcześniej. Cóż trudno. Musiałam jeszcze dzisiaj posprzątać i zmęczona postanowiłam się trochę zdrzemnąć. Nie miałam czasu na przejmowanie się nieodpowiednią godziną. Liczył się czas. Wstałam szybko z łóżka, wysikałam się i czym prędzej pobiegłam do lusterka robić makijaż. Uważam, że typową „tapeciarą” nie jestem, lecz nie ukrywam malować się maluję. Uczesałam szybko długie brąz włosy i ubrałam szaro- czarny sweter z beżowymi „diamencikami” przy szyi i czarne rurki ( pomijając bielizną i skarpetki). Przegryzłam szybko kanapkę i sałatkę z tuńczykiem , pobiegłam do łazienki umyć zęby i biorąc dwie torby na ramiona i walizkę wyszłam z domu zamykając drzwi. Wlazłam do windy i zjeżdżając w dół spostrzegłam, że zapomniałam słuchawek. O NIE. Bez słuchawek nie wyrobię. Cóż kupię sobie gdzieś na miejscu jakieś. Trudno. Pod klatką stał już volkswagen Tuareg, a w nim tata Kels i Kels. Poznałyśmy się w gimbazie i od tamtej pory zostałyśmy bff. Niestety dalsza droga a mianowicie liceum nas rozdzieliło, ale tylko w dosłownym znaczeniu. Pisałyśmy, dzwoniłyśmy do siebie codziennie opowiadając jak minął dzień.- Dzień dobry. Cześć Kels.- powiedziałam wsiadając.- Hej- odezwała się.-To co dziewczynki gotowe? Jedziemy na lotnisko ? – zapytał retorycznie ojciec Kels.-Tak.-powiedziałyśmy nieśmiałe. Zawsze gadka w samochodzie podczas jazdy nam się „nie kleiła” .Jechaliśmy tak w milczeniu, aż w końcu dojechaliśmy. Wyjęłyśmy bagaże z bagażnika i ruszyłyśmy w drogę.-Samolot mamy za pół godziny. Nie mogę się doczekać!- wydarłam się.- Ja też –cieszyła się Kels. Szybko zleciało te pół godziny. Na lotnisku poznałyśmy pare ludzi z naszej kolonii. Kolonii do Anglii. Tak jechałyśmy na 2 tygodniowe kolonie językowe do Londynu. Zarówno ja i Kels kochałyśmy angielski i wszystko praktycznie co z nim związane. Wiele osób z grupy jechało tylko dla samej rozrywki, niektórzy żeby pochwalić się zdjęciami na fejsie, a niektórzy dla marnej „szansy” spotkania kogoś sławnego. Na lotnisku spostrzegłyśmy dość znajome twarze. Tomka i Kamila z poprzedniej szkoły.- Hej dziewczyny ? Wy na obóz?- zapytał zdziwiony Tomek.Taa aa k. – odpowiedziała roztrzęsiona Kels. Podkochiwała się w nim kiedyś i sporo czasu zajęło jej „zapomnienie” o nim. Niestety jakimś cudem mięli jechać z nami do Anglii.- Witam podeszła do nas jakas kobieta- będę waszą wychowawcą wycieczki. Nazywam się Kler Thomson i już nie raz byłam w Anglii. Wszyscy chłopcy zaczęli się ślinić do cycatej młodej pani wychowawczyni. Niestety Tomek i Kamil też. Ciężko mi to przyznać ale miałam coś do Kamila, coś od czego chciałam się uwolnić. Chyba wiadomo o co chodzi…- Zbieramy się. Raz dwa. Zaraz samolot.- popędzała nadmuchana blondynka. Pogadaliśmy jeszcze trochę z dziewczynami. Jakoś nie załapałyśmy „ kontaktu” z innymi. Zanim się obejrzałyśmy już siedziałyśmy w samolotowych fotelach. O dziwo Tomek i Kamil usiedli przed nami. Wszyscy pchali się zająć miejsca z przodu obok pani blondynki. My i „nasi„ chłopcy usiedliśmy z tyłu. Teraz tylko pozostało nam czekać. Wystartowaliśmy bez żadnych problemów. Wyjęłam żelki z torby.-Kto chce ?- krzyknęłam.- Ja- powiedziała Kels.- Ja też- odezwał się Tomek. Kels kątem oka spoglądała na Tomka. Czekała nas noc do przespania w samolocie, chociaż wątpię żebyśmy były w stanie usnąć z tej całej ekscytacji.- widziałaś nową piosenkę Justina ?- jaką?- Amaze me ?- Nie, puść.- w całym samolocie zabrzmiał głos młodego artysty. Niektórzy zaczęli piszczeć a niektórzy zatykać uszy. Wiadomo są różne gusta.- co to bimber ?!- zapytał z żalem Kamil.- Tak, a co? Masz coś do niego ? – zapytałam bez żadnych uczuć.- Przecież to gej.-Sam jesteś gej. A nawet jeśli by był to co ?- Jak w takich gustujesz to okej. – powiedział odwracając się. Serce kuło mnie od środka. To taki debil a ja go kocham. Minęła godzina wszyscy już spali. Tylko nie ja. Spoglądałam w okno bijąc się z myślami. Może nie powinnam była odzywać się tak do Kamila?-Nie śpisz? – usłyszałam znajomy głos.- Nie, a Ty ?- Jak widać. Sory za to że cie tak naskoczyłem z tym Bieberem.- Nie… nie ważne.- Masz może jeszcze te żelki?- Ahaa czyli tu tylko o żelki chodzi – zaśmiałam się w miarę cicho by nikogo nie obudzić.- Hah. Tomek mi wszystko zjadł.- Proszę.- podałam mu paczkę.- a ty już nie chcesz?-Nie. Jestem na diecie.- Po co ? Jesteś chuda.-Ooo uwierz mi że nie.- Tak.-Nie-Jesteś.-Nie jestem. – przybliżał się do mnie coraz bardziej powtarzając nie. Serce zaczęło mi walić. Nie wiedziałam co robić. I się stało. Nasze usta się złączyły a „słodki debil” pocałował mnie. Na szczęście Kels się obudziła i szybko wróciliśmy na ziemię.-Nie śpisz jeszcze – zapytała.- Już właśnie idę.- odpowiedziałam pogrążając się w zamyśleniach co się przed chwilą stało.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz