sobota, 1 lutego 2014

Cause when I'm with him I'm thinking of you

Stalam tam nad Justinem. Taka bezradna. Musiałam porozmawiać z lekarzem o stanie zdrowia Jusa. Zawsze mnie wspieral. Tym razem ja musiałam wspierać go.
-prosze mi powiedziec.-zaczelam niepewnie. - czy z Justinem jest az tak zle?
- przykro mi. Nie chce pani mecic w głowie.  Z badan wynika ze sa bardzo male szanse na to by pani narzyczony przeżył. Prosze jednak wierzyć i być dobrej myśli.  Nadzieja zawsze umiera ostatnia. -po dlugim monologu lekarza Justin zaczal się krztucic. Krwią.  Była wszędzie.  Na scianach na podlodze nawet na moim ubraniu.  Z buzi Jusa zaczal się lac potok krwi.  Masowej produkcji ciecz wypelnila caly pokój.  Plywajac w wymiocinach mojego chłopaka probowalam się wydostac przez drzwi zanim plyn sięgnie sufitu. Nic z tego.  Drzwi byly zamknięte. Krew wypelnila cale pomieszczenie. Nastala Ciemnosc i zaraz po niej jasność. Lezalam w lozku. Impulsywnie zaczelam pobierać leżąca obok mnie rozgrzana klate. Otworzylam leniwie oczy zdając sobie sprawe jaki to koszmarny mialam sen. Moje dlonie bladzily po ciele sąsiada.  Spojrzalam w jego oczy. Coś się nie zgadzalo. To nie były te oczy których się spodziewalam nie te same , które znalam bardzo dobrze.
-cześć piękna.  Może jeszcze to powtórzymy kiedyś co? - spytał beztroskim glosem Austin.
- co ? Co my tu?! Gdzie Justin?!
- on no nie wiem.  Z tego co wiem odszedl od ciebie wtedy przy basenie. I wtedy spotkalas mnie a później.  Chyba nie muszę Ci przypominać. - powiedzial podnieconym glosem lapiac spragniana ręką za moje udo.
-co ?! Co ty robisz do cholery ?! To koniec to była pomylka.-nagle wszedl ktos. Wszedl... Zayn. Kurwa co on tu robi? ! Pospiesznie wstalam z lozka. Na szczęście bylam w bieliznie.
-Wow. Mer. Teraz jesteś z Austinem? Czemu nic mi nie powiedziales?
- co to wy się znacie?!- spytalam zirytowana.
-no tak.  Poznaliśmy się w trasie. -nagle wszedl jeszcze Niall i Liam .
-Hej Mer! - krzyknął Niall.
-tesknilismy.-podszedl mocno przytulajac.
-co tu się do kurwy nędzy wyprawia?!- krzyknął zbulwersowany Justin.-i co ty robisz w takim stroju z nimi?!
- bo my... wlasnie szlismy na basen.
-w tym?! A gdzie twoj strój kompielowy?!
- no on się porwal.
-jak to? !
- no bo tak wyszło.  Był za mały.
-ok.  Ale co ten gościu robi w łóżku? !
-on przyszedł bo jest śpiący.
-wes nie rób ze mnie durnia Mer.
-nie robie.
-przecież widzę co tu się wydarzylo.- chlopak podniósł rece i wyszedl.
-Justin!- zaczęłam gonić za chłopakiem.
-zostaw mnie.  Nie zbliżaj się nawet.  Brzydze się tobą. -mialam tylko nadzieje ze Justin mi wybaczy.
-nie martw się Mer.-podszedl pobierając nagie ramie Liam.
-on mi może juz nie wybaczyc.
-musiał być jakiś powód ze go no. ..
-zdradzilas!-wtrącił Austin co mnie mega wkurwilo.
-a ty stój ryja! Byłam zdesperowana a ty to wykorzystales!- chłopak zmilknal. - on mnie zostawil tak jakby. .. nie ważne.  Ja go zdradzilam. Zawiodłam go.  To już koniec na pewno.
-słuchaj dziś jest impreza w nocy w stylu beach party. Przebierz się zaraz idziemy.
-po co teraz wyglada zajebiście! -znowu odezwal się Austin.
-wes juz się przymnkij- uspokoil Zayn.
-nie wiem czy to dobry pomysl. Cała ta impreza.
-bardzo dobry.  Rozluznisz się.  I jestem pewnien ze spotkasz Justina. On na pewno tam będzie. -odezwal się Niall.
- ok. Juz się szykuje. -weszlam do toalety poprawiajac makijaż i ubierając się w bordowa zwiewna sukienkę. Po 10 minutach zeszlismy z chłopakami na dol. Było pelno ludzi. Moje oczy szukały jednak tylko jednego brakującego elementu.
-chodźcie-zlapal mnie za reke Liam.-napijemy się i zapomnimy o wszystkim.-niechętnie posluchalam się blondyna. Podeszlismy pod barek zamawiajac tequille.
-słuchaj Mer. -zaczal niespodziewanie Zayn. -pamietasz nasze ostatnie spotkanie ? Wiesz codziennie o tobie myślałem.  I wciąż myślę.  Nie mogę  przestać. To silniejsze ode mnie.  Zakochałem się. - slowa chlopaka byly dla mnie jednowyrazowym  niejasnym bełkotem. Po pierwsze byłam dość pijana a po drugie szukalam Jusa. I zobaczylam go w koncu. Wstalam z siedzenia ignorujac wyznania mulata przepychalam się przez tlum ludzi. W końcu mialam juz zupełnie czyste pole widzenia.  Stalam tak przed nim z 3 metry. I patrzylam jak on całuje namiętnie jakas blondyne. Po czym zlapal ja za reke i prowadzil do wyjscia. Nie zauwazyl mnie.  Wszystko było takie straszne. Wiedzialam ze musze zawalczyc o nasza miłość. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz