piątek, 21 lutego 2014

The plane #1

Jasny brzask zbudził mnie rano . Mieszkam w małym miasteczku nie daleko Londynu ze swoim chłopakiem Stefanem. Bylo nam dobrze.  W życiu i w łóżku.  Planowaliśmy całe życie razem.  Ślub dzieci i wspólny grób.  Cóż.  Tak miało być dopóki nie zastalam mojej miłości w naszej wannie z jakąś dziwka.  Więcej się w niej nie kompalam. I siedzę teraz tutaj sama na łóżku z walizka pakując wszystkie moje rzeczy.
-odchodzisz? - spytał Stefan lekko zdziwiony. 
-tak.  Odchodzę.  Nie chce na ciebie patrzeć. Na ciebie i na twoją kurwe. To koniec Steff.
-i teraz chcesz to wszystko zniszczyć co było między nami.
-co ?! To ty wszystko spierdoliles. Zdradziłes mnie Stefan. Z inną kobietą. Nienawidzę cie.  Jestes pierdolniety. - wyszlam łapiąc walizkę  bez zastanowienia. Wyjade stąd.  Nie bd wiecej siedzieć w tej dziurze. Wyjade do ciotki do Kanady. Tak. Na pewno mnie przyjmie. Ma mnóstwo forsy. Zawsze dawala mi jakieś prezenty. Ciotka Alice  jest siostra mojej mamy. Kontakt utrzymujemy slaby. Chociazby ze względu na odległość.  Londyn -Kanada. Spory kawal drogi. Cóż wydaje mi się ze się ucieszy na wieść nowego współlokatora.  Zamówiłam taxi i pojechalam predko na lotnisko. Po chwili stalam juz przy ladzie.
-bilet do kanady.
-60 funtów. -zaczelam grzebac się po kieszeniach. O kurwa. Nie wzielam kasy. Juz koniec. Jestem skończona.
-no niestety będę musiala zrezygnować z lotu.-powiedzialam zdolowanym glosem.
-jedziesz do kanady ?-nagle uslyszalam nieznajomy meski glos ktory spowodował atak dreszczy. Odwrocilam się pewnie i ujrzalam piekne miodowe oczy, rozczochrane ale i tak odealnie ułożone blond wlosy. I malinowe usta. Lekko otwarte i lekko uśmiechnięte. 
- tak do Stratford.
-moje miasto! Nie masz na bilet? - spytal. Poczulam się jak jakis biedak.
-taak. Zapomnialam kasy. Nie oplaca mi się wracać.- wybrnelam z sytuacji.
-oh. Kiepska sprawa. Tak się sklada ze posiadam prywatny samolot. Moze chcesz się przeleciec? Ze mna?
-haha pewnie.
-znaczy wiesz moge cie dostarczyć. Do Kanady.
-nie wiem czy powinnam. Skoro masz swój samolot to co robisz na lotnisku ? Szukasz takich ciot jak ja? - chlopak ukazał szereg bialych zębów pstrzac mi głęboko w oczy.
-nie. Powiem szczerze ze to pierwsza taka sytuacja. Przyszedlem tylko odebrac kluczyki od samolotu. Przechowywalem go tutaj.
-oh. Wiesz nie chce ci robic problemow.
-coś ty. Nie bedziesz.
-nie.  Nie powinnam.  Wybacz. -zaczelam powoli oddalac się od chlopaka. Nagle poczulam chłodna sucha dłoń łapiącą moja. Spojrzalam na reke i w oczy wlasciciela reki.
-prosze. To tylko zwykly lot. Będą tez inni ludzie w samolocie.- cos mnie do niego ciągnie. 
-no dobrze.-powiedzialam po krótkim namyśle-ale pod warunkiem że Ci zaplace za lot. Bede czula się lepiej.
-przecież nie masz przy sobie.
-tam gdzie jade bede miala.
-czyli to znaczy ze jeszcze się spotkamy pani?
-Mer. A pan ?
-Justin.
-chyba tak Justin. -chlopak spojrzal na mnie i uśmiechnął się szczerze.  Balam się ale bylam zbyt zauroczona cala ta sytuacja. Zauroczona Justinem.

1 komentarz: