niedziela, 19 stycznia 2014

Cant

Lezalam tak obok Austina jeszcze parę minut. Rozmawialiśmy.  Był na prawdę fajny. Chlopak przybliżył się niespodziewanie do moich spragnionych ust wypełniając moje pragnienia. Calowalismy się jak zakochani w sobie ludzie.  Austin wzial mnie za rękę i zaczął ją mietosic. Bezzwłocznie oderwalam się od chlopaka. Tonąc w  gwaltownym potku łez.
-co ? Co się stalo Mer?! - blondyn ujął moja Twarz ucierając kciukiem gorące łzy. Co jeszcze bardziej mnie przygnebilo. Odsunelam się od niego
-to nie do pomyślenia ze chłopak którego nie dawno poznalam jest bardziej czuły do mnie niż mój własny chłopak.
-kim jest twój chlopak ?
-rozpuszczonym egoista.
-niee. Pytam o imię.  Może go znam.
-polowa świata go zna.  Przeszedl na emeryturę.  Ma problemy z menadżerem. Justin. Bieber.
-co?!  Ostro.
-czemu się tak dziwisz ?!
-a ty wiesz czym on teraz się zajmuje ?
-co jak to ?! - Austin spojrzał na podłogę.
-nie wiem czy powiniem ci mówić.
-powiedz.  Natychmiast.  Jeśli jest coś co musze wiedzieć to mi powiedz. -po dłuższym namyśle chłopak odparł
-ok chodź zawioze cie. -chlopak zlapal mnie za rękę po czym wyszliśmy z budynku wsiadając  do jego czerwonego ferrari. Austin ruszyl z piskiem. Przejechalismy prawie caly Madryt. Zawiózł mnie na jakieś ubocze.
-gdzie jesteśmy.
-tutaj Justin pracuje.
-co ?- wyszlam z samochodu rozglądając się.  Niedaleko znajdowala się jakaś stara fabryka. Zaczelam bez  dluzszego namysłu biec w strone starej budowli.
-Mer! Czekaj. -chlopak dogonil mnie.-nie możesz tam tak wejść po prostu.
-dlaczego? !
-zabija cie.
-co ty pierdolisz? !
-jak juz mamy tam wejść to po mojemu. -Austin wzial mnie ponownie za dłoń ciągnąć za sobą w  tyly budynku. Weszlismy jakimiś tajnym wejsciem. W srodku bylo brudno i wilgotnie co raz mozna było usłyszeć piski szczurów.  Skradalismy się tak przez ciemny korytarz az dostrzeglam duze jasne pomieszczenie.  Wszędzie rozne chemiczne przyrządy wszędzie pelno pary i dymów.  Stalo tam pare miesniakow i moj Justin.Nie wytrzymałam w takim smrodzie natychmiast zaczelam kaszlec. Jus zwrócił wzrok na mnie zszokowany.
-Justin co ty tu?!-nagle jakis koles podszedl do mnie popychajac mnie na podłogę.
-jakas suka ! Czego tu przylazlas? Może glina ?!-austin automatycznie podbiegl do mnie pimagajac mi wstac na nogi.
-Zostaw ja ! Mer do cholery co ty tu robisz ?!
- co ty tu robisz?!
-wyjdz stąd.
-co ?
-wyjdz powiedziałem!- wydarl sie co spowodowalo woelki wybuch placzu.
-nie drzyj się na nią! To nie jej wina ze ma takiego debilnego chlopaka.
-widze ze znalazlas sobie jakiegos fagasa. Wypierdalajcie zanim was pierdolne.-zachowanie Justina szokowalo mnie totalnie. Podeszłam do niego lapiac go za blady policzek.
-jus. Dlaczego mi to robisz? Po tym wszystkim co przeszliśmy?  -chlopak zlapal moja dlon i odrzucil ja energicznie.
-wypierdalaj.-austin wzial mnie w ramiona i wyprowadzil z tego piekla. Pojechaliśmy szybko do hotelu. Zaczelam pakować swoje rzeczy przenosząc się do  pokoju Austina. Padlam na łóżko zmęczona płaczem i wszystkim. Blondyn usiadl obok pobierając mój policzek.
-po co to wszystko? Dlaczego on tam jest.
-on robi narkotyki.
-co?!
-gotuje. Przykro mi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz