Kompalismy się jeszcze tak z godzinę. Byliśmy głośni. Bardzo głośni. Nagle jakis kolo chyba ochroniarz pukal do nas i ostrzegał ze drzwi wyważy co mnie trochę a raczej ostro wystraszyło. Justin widząc moja panikę zaczął działać.
-już już. Wychodzimy. Chwilkę. Zaraz.
Ubieraj się- szepnal pokazując palcem w stronę tylnych drzwi. Dziwne nie zauważyłam ich wcześniej. Tak czy siak szybko sie ubralisny i wyszliśmy. To bylo miejsce do skoków. Skoków ze spadochronu. Spojrzalam z jeszcze większym przerażeniem na chlopaka cicho marząc zeby tamten ochroniarz wywazyl juz te cholerne wejście.
-co zamierzasz zrobić?
- my zamierzamy. Nie domyslasz sie. -ukazal szereg bialych ząbków.
-ooo nie. Jus. To niebezpieczne. A tak w ogóle to skakales kiedyś ze spadochronu? - spytalam z nadzieją ze powie nie.
- tak. Dwa razy. I jeszcze żyje. - no tak. Bo jak mogłoby być inaczej. Justin skakał i skoczy jeszcze raz. A ja. Boje sie jak trzeba.
-Justin ja cie przepraszam. To nie na moje nerwy.
- kochanie spokojnie. Obiecuje ze nic ci nie będzie. Złapie cie za rękę i nie puszcze.
-a co jesli wyladujemy na jakimś mega wielkim drzewie albo słupie elektrycznym.
- będzie ok. Miałem kurs i wszystko wiem. Zaufaj mi.- będzie ciężko.
-a co z Hiszpania?
- nie martw się dojedziemy i do Hiszpanii.-spojrzalam w okno i ujrzałam wielką przepaść. Nogi miałam jak z waty. Łzy automatycznie naszly mi do oczu. Spojrzalam jeszcze raz w jego blagajace paczydełka.
-no dobra. Dawaj te kombinezony.-palnelam ulegając mu. Chłopak szybkim ruchem podal mi wszystko ilustrujac co gdzie mam założyć. Po chwili byliśmy juz gotowi. Ciarki przeszly po calym moim ciele. Jus zlapal mnie za rękę.
- będzie ok. - otworzył kabinę i stanął na krawędzi. Wiatr przewial mnie brutalnie. Nagle zlapal mnie skurcz i upadlam. A Jus za mna.
-aaaa Justin! - darlam sie.
- spokojnie! Na brzuch. - przekrecilam sie z trudem. Jus uscisnal mnie mocniej i uśmiechnął sie. Wzial druga reke i przybliżył do siebie całując. Po chwili oderwal sie.-zaraz ladujemy. Rozloz spadochron. Chlopal swoj juz rozlozyl. Ja obciazalam go tylko swoją ciezkoscia.
- nie dziala!-wrzasnelam panicznie. Wiedzialam juz ze umrę. Nie bylo innej opcji. Justin nie utrzymał by mnie tak długo.
- co ?! Nie martw się. Trzymam cie i nie puszcze. Nagle reka wyslizgnela się. A ja spadlam . Na trawę. Bylo jakies 2 metry. Cudem.
-nigdy więcej.
-ale przyznaj ze romantyczne bylo.
-tak... bardzo.- zaczelam sie rozgladac. Jakas dzika dżungla. - Musisz za kare mi to wynagrodzić. A tak w ogle to gdzie jesteśmy?
- nie wiem. - odparl z zaniepokojeniem.- musimy iść. Szukać drogi.
- o nie nie nie. Juz noc. Prawie zawalu nie dostalam a ty mi karzesz stawac na nogi i iść.
- mer. Prosze. Tu mogą byc jakieś dzikie pumy ktore cie zjedzą jeśli ze mną nie pójdziesz. Nie chcielibysmy tego. - na te slowa szybko wstalam z miejsca. Szliśmy juz jakies 20 minut. Wiem bo na szczęście mialam zegarek. Nagle zauważyliśmy jakaś drewniana chate. Swiatlo sie paliło. Natychmiast zapukalismy. Otworzyla nam jakas kobieta. Przedstawiliśmy jej sytuacje a ona pozwolila nam zostac na noc. W zamiam za mój zloty zegarek. Troche ciezko bylo mi to przetrawic ale nie mialam wyjscia. Nie moglam zostac zjedzona przez pumy. Weszlismy po szklanych schodach. Wystrój byl calkiem nowoczesny jak na lokalizację i okoliczności.
- na gore i pierwsze drzwi na prawo- uśmiechnęła sie " życzliwie" gospodyni. Po wejściu od razu padlam na łóżko.
- pamiętasz mialem ci wynagrodzić ten niefortunne ladowanie.
-o niee Jus. Nie tu. Ta baba nas wykopie jak uslyszy ze się ruchamy.- nie zważając na moje madre slowa Jus zdjal mi ubrania całując cale moje cialo. Po chwili bylismy juz nadzy. Slabe swiatlo lekko prezentowalo jego wyrzezbiona klatę. spojrzal na mnie czekoladowymi oczami. I wsunal Jerrego delikatnie we mnie. Byl taki lekki i zmyslowy. Jak nigdy. Co kazde nasze sapniecie przyspieszal. Udalo nam się dotrzeć bez żadnych pasków i jekow. Co nie znaczy ze było slabo.
-kocham cie Jus.
-ja ciebie tez Mer. Zawsze będę.
poniedziałek, 6 stycznia 2014
Yolo
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz