czwartek, 16 stycznia 2014

The secret

Siedzieliśmy tak jeszcze z godzine. Wszyscy razem. Ok. Wyglądało to komicznie a najbardziej fakt ze Harry byl nasz. Mój i Jade. Pomijając Taylor. Teraz juz nie ma co do tego wątpliwości ze byl konkretnym dupkiem. Justin siedzial  na kanapie oglądając jakis film. Bylam zmęczona.  Byl upal i w ogóle się jeszcze nie kompalismy nigdzie. W sumie to ja nie chcialam bo miałam faze na Haze. Byla 3 w nocy. Na kapiel w wannie chyba za późno.  Wezmę szybki prysznic.
-ide się odświeżyć. -krzyknelam wystawiając głowę zza drzwi. Szczerze czekalam na jakas reakcje.  Jego reakcje az w koncu oderwie sie od tej kanapy.
-Mer...- krzyknal nie odrywając wzroku od telewizora.
-taaak?!- krzyknelam radosnym krzykiem.
-pamietasz naszą ostatnią kąpiel? - tak! Kurwa pamiętam.  Chodź tu a nie się pytasz.
-w samolocie?  No cos mi tam swita.
-fajnie bylo co ?
- fajnie.
-no.- ok byłam mega wkurwiona. Co on robi a właściwie czego nie robi. Po krótkim namysle stwierdziłam ze jesli czegoś chce to musze o to zawalczyć.
- co powiesz na powtórkę?  - spytałam udając obojętna.
-nie dziś.  Jestem zmęczony. - na slowa chlopaka zamknęłam drzwi i weszlam do napelnionej juz wanny. W gorącej atmosferze przypomnialam sobie co kazal ginekol. Zero sexu na jakiś czas. Ale Jus o tym nie wiedział.  Znudzilam mi się.  Moze ma romans i mnie zdradza. Moze wtedy jak odszedl ode mnie na basenie nie był sam. Boje się.  Jak nigdy.  Bo Justin to przecież sens mojego życia. A jak zostawi mnie. To nie będę miała po co żyć. Po godzinie kompieli wyszlam przerażona.  Chciałam dyskretnie go o to zapytać.  Niestety spal juz. Polozylam sie delikatnie kolo niego odwracając sie plecami. Po chwilach zasnelam. Snilo mi sie że Harry umarł. Obudzilam sie lekko przestraszona. Byla 3 w nocy.  Przewrocilam się w stronę chlopaka. Jednak tam go nie  było. Ok. Byłam wkurwiona na maxa. Na pewno jest ze swoją kochanką.  Wstalam szybko ubierając się do wyjścia.  Jeszcze nie wiem gdzie.  Ale go znajde. I prawda wyjdzie na jaw. Nagle uslyszalam jakis stukot w łazience.  Zapalone światło. Nie zauważyłam. Idiotka. Szybko  z powrotem padlam na łóżko nagrywając sie jak najbardziej kołdra. Zacisnelam lekko oczy. Wyszedl. Slyszalam jego kroki. Jego kazdy ruch obijal się o moje uszy.  Był sam. Na pewno.  Drzwi wejściowe zatrzasnely się.  Wyszedl.  Zaczelam płakać leżąc tak bez sensu. To koniec.  Jus ma kogoś innego.  Jednak musiałam się upewnić.  Szybko wstalam i niczym cicha mysz szlam za nim. Z 3 metrowym dystansem.  Doszlismy do parkingu. Schowalam sie za jakims slupem. Wsiadł w swoj samochód.  I pojechał.  Bylo za późno.  Nie mialam jak jechać  za nim. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz