Dni mijały monotonnie. Nic mi juz nie zostalo po Harrym. Z Jusem bylo gorzej. Myslal ze to jego dziecko co go bardziej niszczylo. Jesli chodzi o Selene. Ta s*ka przeżyła i dostala 9 lat kicia. 9 lat. Powinna dostac kare śmierci. Psychika robiła swoje. Mimo to Justin wciąż byl najwazniejszy. Od czasu smierci Harrego wgl sie nie kochalismy co mnie bardzo
dobijalo.
MIESIAC POZNIEJ
Siedzialam na kanapie oglądając wiadomości. Nic ciekawego. Same rządowe sprawy. Popijalam co raz gorąca herbatę bez cukru. Czekalam tylko na Justina. Pracowal w sklepie. Nie dał rady śpiewać. Ta cała kariera jeszcze bardziej go przytlaczala. Szkoda tylko bielebers. Cóż musiały go zrozumieć. I tak wszystkiego nie wiedziały. Nagle uslyszalam przekrecajacy się kluczyk w drzwiach. Slyszalam jego glosny zmęczony oddech. Czekalam na niego. Az sie pokarze. Czail sie jakby chcial mnie zaskoczyc. Podszedł do mnie i pocałował. Po prostu. Lekko sie uśmiechnął i podal mi bilet. Bilet samolotowy.
-co to?-spytalam zaciekawiona.
- nasza przyszłość. Lecimy do Hiszpanii. Będziemy tam mieszkać. Musimy zostawic wszystko co bylo tutaj. Kupilem dom nad morzem. Meble juz są. Spodobają ci się.
-Justin. To... dobrze. Dziękuję ci. Spojrzalam niesmiale.
-Mer. Pamiętaj ze cie kocham tak jak zawsze kochalem.-poczulam zimne opuszki jego palców na moim udzie. Smyral nimi ciagnac w górę. Nie odrywal wzroku od moich oczu.
-wyjmij kondom.-powiedzialam stanowczo.-Justin sięgnął do szuflady. Nie protestowal. I wiedzial ze nie chce miec dzieci. Na pewno nie teraz. Zanim sie nie obejrzalam Jerry byl juz ubrany. Wbil sie we mnie gwałtownie tak jak kiedyś. Tesknilam za tym. Soczyste usta chlopaka nie odrywaly sie od moich. Zaczął powoli z czasem przyspieszajac. Klasyka. Sapalismy jak szaleni. I doszliśmy. Nagle Justin wstal gwaltownie. Przestraszylam sie.
-c co się stalo??
- ubieraj sie zaraz mamy samolot. - w mgnieniu oka przyszykowalismy sie do wyjazdu. Nie moglam sie doczekac.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz