Liczyłam jego ciche kroki oplatajac jego rozgrzany tors nogami. Jego soczyste usta piescily moja szyję nieziemnskimi pocalunkami. Nic mnie teraz nie obchodziło. Chciałam tylko zeby w końcu rzucił mnie na łóżko. Chwilę później wyladowalismy w odpowiednim miejscu. Lekko przygniatal mnie rozpalonym cialem. Nie protestowalam. Nagle bez żadnych uprzedzeń wbił się we mnie poruszając sie namiętnie.
-Aaaa!- krzyknął. Na orgazm było raczej za wcześnie. Nagle zauwazylam kogoś z tylu. To byl mój mąż. Z klatki piersiowej Justina zaczęła splywac krew. Czas ograniczał cała sytuację. Spojrzałam z przerażeniem na bruneta. Jego czerwone policzki ukazywały ślady splywajacych łez. Justin wyszedł ze mnie i automatycznie uderzył Harrego. Chwycilam majtki i założyłam szybko po czym probowalam odciągnąć szarpiacych sie chłopaków. Któryś odepchnal mnie na ziemię. Harry i Justin wyszli na balkon. Nagle Harry poslizgnal sie. Spadl. Wybieglam zrozpaczona na miejsce wypadku. Śnieg mieszal sie z krwią.
-dzwoń po karetke!-darlam sie.-Jus nerwowo szukal telefonu.
- nie mam go...
- to idź po pomoc.
- a gdzie mam isc?!- krzyknął
-kurwa Justin gdziekolwiek. On tu umiera. -nagle podeszła jakas kobieta i szybko zadzwonila po karetke. Pogotowie zabralo calego zmarznietego i sinego Harrego. Pojawila sie oczywiście policja. Justin zostal posaszony o zabójstwo.
-Jedz ze mną-krzyknal Jus.
- muszę byc przy Harrym.-na te slowa chłopak spuscil wzrok na plamę krwi.
3 h później
Siedziałam na krzesle w szpitalnym korytarzu. Wiedziałam ze Justin sie zawiódł na mnie. Lecz Harry teraz bardziej mnie potrzebował. Nagle z sali operacyjnej wyszedł doktor.
-pani jest ..? - no właśnie. Zaczelam zastanawiać się kim jestem. Kurwa. Jestem jego żona. Najgorszą na świecie.
- to mój mąż.
-przykro mi. Obrażenia sa zbyt duze. Doszło do wylewu w mózgu. Pani mąż nie żyje. -lekarz poklepal mnie po ramieniu i pospiesznie odszedl. Wszystkie chwile spędzone z Harrym przeszły mi przed oczyma. Nasze zycie i jego ostatnie zimne spojrzenie. Spojrzenie skierowane do mnie. Zal i rezygnacjia. Jakby wiedzial co go czeka. Wybuchlam placzem wybiegajac z budynku. Weszlam na wysoki biurowiec. Na sam dach. Stanelam na krawędzi. Wyjelam telefon i wybralam numer do Justina. Nie odbieral. Co jeszcze bardziej wywolalo atak placzu. Skierowalam nogę ku przepasci. Nagle obok stanął Harry.
-nie rób tego - przemówił.
-jak ty ?
-nie ważne. Mnie juz nie ma. Ale jestes ty i ktoś jeszcze. Nasze dziecko Mer. Masz dla kogo żyć. Proszę cię o to.- Harry zniknal zostawiając mnie w szoku. Wiedzialam teraz ze nie moge spaść.
omfg <3
OdpowiedzUsuń