niedziela, 1 grudnia 2013

I will find you (+18)

.. story of my life..

I will find you

Oczami Mer

Ciemność. Długotrwała ciemność. Nie wiedzialam co sie dzieje. Wtedy ujrzalam swiatlo i jakiegos mezczyzne w bialym fartuchu. To nie byl Justin.
- gdzie, gdzie jest...
- ciii. Spokojnie. Mialas wypadek i stracilas sporo krwii. Na szczescie juz jest dobrze. Jeszcze dzis bedziesz mogla wyjsc ze szpitala- usmiechal sie.
- czy jest ktos tutaj ? Ktos ze znajomych ?
- przykro mi. Musi pani powiadomic rodzine.
- nie, nie trzeba.-nie chcialam denerwowac rodzicow bez potrzeby. Zastanawiala mnie tylko 1 rzecz. Justin. Gdzie on jest?! Moze wezwali go na komisariat. Moze musial zlozyc zeznania i opisac zloczynce? Nagle zaczelo cos burczec. To byl moj telefon. Dzwonil Justin.
- tak? Justin gdzie jestes ? Wszystko ok?
- Mer powiedz mi czy wszystko dobrze? Jak sie czujesz?- pytal zatroskany.
- dobrze. Jeszcze dzis mnie wypisuja.
- a co z toba?
- Mer, nie mozemy sie spotykac.- slowa chlopaka mnie zatkaly.
- co ? Jak to?!
- wybacz mi.  - chcialam ciagnac rpzmowe dalej, lecz chlopak sie rozlaczyl. Nie moglam tego zrozumiec. Wstalam z lozka i ubralam sie w zakrwawione ciuchy. Wybieglam z budynku w poszukiwaniu chlopaka. Dzwonilam, pisalam jednak bezskutecznie. Postanowilam wrocic do hotelu. Wzielam prysznic i przebralam sie w dosc wygodne ubrania. Wzielam pinadze i skoczylam dovspozywczaka. Bylam dosc glodna. Nic nie jadlam w tym dniu a juz prawie wieczor. Coz trudno sie dziwic. Weszlam do dzialu z napojami. Biorac butelke wody cos mna wstrzasnelo. Zobaczyalam Justina. Z Selena. Nie wiedzialam co robic. Postanowilam podejsc do niego. Wiem, ze dlugo sie nie znamy, ale myslalam ze nasza wspolna noc miala znaczyla cos dla niego. Szybkim krokiem podeszlam do pary
- co to ma znaczyc?! - postanowilam byc twarda i nie plakac.
- a co ma znaczyc? Jestem z Sel, a tamten wybryk...vzapomnijmy o tym. - łzy cisnely mi sie do oczu. To nie byl Justin, ktorego znalam. Dostrzeglam jednak mala dawna iskierke w jego spojrzeniu i cos w stylu "przepraszam"
- no nie slyszalas?! Zostaw nas w spokoju. - odezwala sie aroganckim tonem Selena. Nienawidzilam jej i jego. Jaka ja bylam glupia. Odeszlam od nich i szybko udalam sie do kasy po czym wybieglam. Szlam samotnie w strone hotelu. Łzy na moich policzkach mieszaly sie z deszczem. Wrociwszy do pokoju padlam na lozko. Nigdy jeszcze tak nie plakal. Zaczelam przegladac internet a na stronach plotkarskich "justin i selena znowu razem". Nie moglam tego zniesc. Ubralam sie w czarna mala sukienke i zrobilam lekki makijaz. Wyszlam i szukalam jakiejs fajnej imprezy. Dlugo to nie trwalo. Weszlam do pietwszego lepzego lokalu. Zaczelam rozgladac sie. Sporo ludzi. Podeszlam do baru i zamowilam whisky. Postanowilam napic sie do utraty przytomnosci i przeleciec byle kogo. Na pocieszenie. Niestety ktos mnie powstrzymal.
- Mer ?! Co ty tu robisz?!
- a co ? Myslisz ze bede siedziec w domu i ryczec po tobie? Szkoda czasu.Gdzie twoja Sel - chlopak opuscil glowe- A teraz mykaj stad bo sie wkurwie.
- to nie tak jak myslisz...- mowil sciszonym glosem.
- nie?! A jak ?! - wstalam trzaskajac kiliszkiem o podloge. Wybiegajac rozplakana z biby.
- to menager i cala organizacja kaza mi byc z Selena.- zlapal mnie za reke i nie puszczal.
- i co nie mogles odmowic?! Bo tak. Slawa i kasa najwazniejsza. - probowalam sie wyrywac jednak bez skutkow.
- nie! Grozili ze ci cos zrobia jak ich nie poslucham. Organizacja dostaje kupe kasy za to ze jestem z Selena. A ten koles dzis rano to bylo ostrzezenie.- chlopak mnie puscil. Nie wiedzialam czy placze czy to ten deszcz tak bardzo padal na jego twarz. Po krotkim namysle rzucilam sie na niego przytulajac go z calej sily. Teraz tylko jego mi bylo trzeba. Zrozumialam jak bardzo go kocham i jak bardzo nie chce go stracic. Justin wbil sie w moje usta po czym szybko odessal sie.
- co jest? - spytalam zaniepokojona.
- nie mozemy razem byc. Oni moga cos ci zrobic.
- nie obchodzi mnie nic. Tylko ty. Chodzmy do mnie.- chlopak zamowil taxi i pojechalismy do hotelu. Otworzylam drzwi i od razu po ich zamknieciu Jus wzial mnie na rece i zaniosl na lozko. Polozyl mnie delikatnie i zacząl muskac moja szyje. Nie chcialam dzis w to grac. Chcialam juz tego. Jego we mnie. Zerwalam z niego koszulke po czym on zdjal ze mnie sukienke. Chwile pozniej bylismy juz nadzy. Zadnych slow. Tylko my razem bez zadnych ograniczen. Wszedl we mnie. Zaczelismy jeczec razem. Potrzebowalismy tego i ja i on. Doszlismy. To byla najpiekniejsza chwila mojego zycia. Mialam go bez obaw ze zaraz zniknie. Przytulil mnie mocno.
- kocham cie.- powiedzial zasapany
- ja ciebie bardziej.
- moze cos zjemy- zaczal sie smiac.
- tez jestes glodny.
- bardzo.

The end.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz