sobota, 7 grudnia 2013

...Half a heart ...

It will rain 


Mialam sen. Jak zwykle. Byl dosc zwyczajny tym razem. Ja i Justin. Razem jedlismy cos w parku przytulajac sie. Bylo idealnie. Bylo tak jak bym chciala zeby bylo. Niestety obudzilam sie. Naga cala zmarznieta. Do pokoju wszedl jakis koles. Zaczelam sie wydzierac.
- spokojnie. Nic ci nie zrobie. jestem z agencji Justina- mezczyzna podszedl niepewnie i nakryl mnie kocem poskramiajac kajdanki. 
- dziekuje. - powiedzialam zgrzytajac zebami.
- justin ci to zrobil.- przez chwile zastanawialam sie co powiedziec. Wiedzialam ze jak powiem prawde to bedzie mial przesrane. Ale ja chcialam tego. Nie wiedzilaam czy kocham go jeszcze... to co mi zrobil. Nagle do sypialni wpadł mój gwałciciel. Nie moglam na niego patrzec.
- Co sie tutaj dzieje ?! - zaczal popychac mojego zbawce.
- Zostaw go !- krzyknelam nie odwracając wzroku od podłogi.
- Co takiego ?! Co tutaj zaszlo ?! Co ty sobie wyobrażasz? Kochanie ?! Czemu.. ? - chłopak podszedl do mnie i zlapal mnie za nadgarstek.- Mer ! Spojrz na mnie!- niechetnie popatrzylam sie na niego z żalem i pretensją.
- Chcesz znac prawde? To ty mnie zgwałciłeś. Wczoraj w nocy. chciales w ten sposób usunac nasze dziecko.- chlopak puscil mnie.
- Co ? - zaczal powoli odsuwac sie ode mnie.- jak to ? Ja przeciez...
- Pamietasz ostatnia noc ? 
- Nie.  Ale kochanie ja cie kocham ja bym nigdy ci czegos takiego nie zrobil.
- ale zrobiles. 
- Mer co masz tytaj. - chlopak powoli podchodzil do mnie odkrywając delikatnie kołdre. Nie protestowalam. Nie mialam sily.
- Boze. Mer. Szybko dzwon na pogotowie! - krzyknal do kolesia z firmy.
Zapadla ciemność i pustka. Nic nie czulam. Mialam jednak nadzieje ze potrwa to jak najdluzej. Nagle swiatlo zaczelo sie do mnie przyblizac. A moze to ja bieglam do niego. 
- Mer ! - krzyczal nikt inny tylko Justin.- Slyszysz mnie ?
- Zabierzcie go ode mnie. - zwrocilam sie do lekarza obok.
- co ty mowisz. Musze byc teraz przy tobie. To wszystko przeze mnie. Nie zostawiaj mnie. Obiecuje ze ci to wynagrodze.
- nie moge na ciebie patrzec. - lekarz na te słowa siłą wyprosil blondyna z sali. Gorące łzy lały się z moich zmęczonych oczu.
- proszę pani - zaczynal doktor. Nie bede pania oklamywal. Z miesniem jest wrecz tragicznie. Rana poszerzyla sie i jest w okolicy serca. To bardzo duze zagrozenie. Nalozymy pani cos w rodzaju gipsu. Nie bedzie pani mogla w ogole sie ruszac.  Przykro mi. Jednak miejmy nadzieje, ze bedzie dobrze.- monolog specjalisty jednak mnie nie wzruszyl. Ja chcilaam umrzec. Postanowilam sie zdzemnąć. Tym razem nic mi się nie śniło.

In another world


Obudzilam sie jak zwykle. chcialam wymowic jakiekolwiek slowo. Lecz nie dalam rady. Mialam tak suche gardlo i bylo mi tak goraco. Lato za oknem. Przeciez jest zima. Cos tu nie gra. Zaczelam stukac noga o lozko. Pielegniarka obok uniosla brwi ze zdziwnienia.
- Panie doktorze!- zaczela krzyczec- pacjentka z urazem serca sie przebudzila.
- Co pani opowiada? - doktor wszedl i gwalotownie sie zatrzymal. Spojrzlam na niego z jeszcze wiekszym zdziwieniem.- nie do wiary. Mer. To cud. Jak sie czujesz?!
- Wo..wody.- lekarz na moją prośbę szybko podal mi butelke.- co się dzieje? Czemu jest pan taki zdziwiony? - zaczelam umierac z ciekawosci.
- Bylas w spiaczce. Rowno 8 miesiecy. Nie dawalismy ci zadnych szans. A jednak cuda sie zdarzaja. - slowa lekarza mnie zatkaly. Jednak nie moglam zapomniec o nim.
- a chlopak ten ktorego pan wyprosil.
- a tak. justin. Przychodzi tu codziennie od momentu jak nam zasnelas.- nagle w drzwiach stanął on sam. Spojrzal na mnie a na jego twarzy pojawil sie usmiech. Tak szczery jakiego nigdy nie widzialam. I lzy w  brazowych oczach. Chlopak podszedl do mnie i zblizyl sie do mojej twarzy. Moglam wyczytac z jego spojrzenia tylko jedno.
- przepraszam.- podnioslam sie lekko calując mojego Justina. Teraz wiedzilaam ze juz wszystko bedzie dobrze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz