Miesiące mijały bardzo dlugo. Zbliżały się święta. Mialam dzis wyjsc ze szpitala. Niestety Justin musiał wyjechać w trasę. Teskniłam za nim jednak nie chciałam rujnowac jego marzeń. Siedziałam sama na zimnym metalowym łóżku. Spoglądałam w okno. Nic ciekawego sie nie działo. Nagle ktos wszedł do sali. To byla Jade. Byl jeszcze harry i... Zayn. Po co on tu przyszedł? ! Po cholere?
- mer, , teskniłam tak bardzo. - odezwala sie moja bff. Nie moglam przestać patrzeć na Zayna. Ten jednak wbijal wzrok w podłogę. Czułam ze żałuje tego wszystkiego co chciał mi zrobić.
- moze chcesz z nami gdzies wyskoczyć po południu? Słyszałem że Justina nie ma...
- tak. Nie ma go. Wybaczcie ale chciałabym wrócić do domu i wziąć długą kąpiel.
-ok jasne. - siedzielismy tak jeszcze z 2 godziny. Rozmawialiśmy o nowej płycie chłopców i o wszystkim praktycznie. Zayn nagle spojrzał na mnie.
- mer. Słuchaj chciałbym cie przeprosić za wszystko. Bylem na terapii i juz jest dobrze. - chlopak spojrzal na mnie próbując wyczytać mój wyraz twarzy. Usmiechnelam sie entuzjastycznie.
- to juz przeszlosc.- odpowiedzialam.
Bardzo dobrze nam się rozmawialo. Smialismy sie. Ogladalismy tez filmy. To wgl było bardzo dziwne i wręcz strasznie. Nagle na telewizorze pojawiła się scena lozkowa. Zayn spojrzal na mnie i zblizal sie powoli w moją stronę. Co to ma być. Znowu cos do mnie miał. Serce zaczęło mi walić. Dawny strach powrócił. Zayn zlaczyl naszw usta. Nie wiedziałam co mam zrobić. Nagle pojawił się ktoś niespodziewany. Justin. Mój Justin. 2 samą porę.
- tak się zabawiasz jak mnie nie ma? !-slowa chlopaka mnie zatkaly. Myślałam ze rzuci się na mulata. A on opierdalal mnie.
- justin. To nie tak. Ja nie chcialam..
- wynos się stąd gnoju.- Zayn o dziwo posłusznie wyszedł.
- on mnie pierwszy pocalowal. Nie planowalam tego. On przyszedl przep...- slowa urwaly mi sie gdyż chlopak brutalnie mnie pocalowal.
- jestem o ciebie cholernie zazdrosny. Nigdy więcej nie rób mi czegoś takiego.
- widzialam te migoczace iskierki.
- zabierz mnie stąd.
- a możesz juz?
-tak.
- na pewno?
- tak. - przygryzlam platek jego ucha szepcac. - rana sie zrosla. Juz wszystko dobrze. Mozesz mnie pierdolic. Podniecony Justin wzial mnie na ręce i wyniósł ze szpitala.
- a co z moimi rzeczami? - pytalam rozesmiana.
- poprosze jakiegos gościa zeby je zabrał. Justin stal trzymajac mnie na rękach. Deszcz utulal nasze ciała. Mokre usta chlopaka podniecaly mnie do utraty przytomności. Jus zamowil taxi. Ledwo powstrzymywalismy sie przed sexem w samochodzie. Taksówkarz nie zniósł by tego. Dojechalismy Jus szybko podbiegl i otworzyl mi drzwi. Wzial na rece i zanim sie obejrzalam bylismy juz na hotelowym lozku. Chlopak smyral jezykiem po moim rozpalonym ciele. Piescil moje piersi. Po dlugich pieszczotach wbił sie we mnie doprowadzajac mnie do totalnego orgazmu. Tego potrzebowalam. Tak bardzo mi tego brakowalo.
- cholernie cie kocham Mer.
- ja ciebie tez Jus.- zasnelismy otuleni swoimi nagimi cialami.
wtorek, 10 grudnia 2013
So toll together
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz