Dom byl cudowny. Moje całe życie było cudowne. Justin postanowił dać na Luz trochę z karierą i pomieszkać trochę ze mną. Codziennie jedlismy naleśniki na śniadanie. Jednak bylo zbyt idealnie. Wiedziałam ze cos się stanie.
*w telewizji*
"Mloda piosenkarka selena gomez miala wypadek samochodowy. Dziewczyna zginęła na miejscu. Dziś o 18:30 odbędzie się uroczyste pożegnanie i pogrzeb seleny" chlopak stal z otwartą buzia wpatrujac się w ekran.
-jadę do niej.
-ale..
- teraz jadę. To nie może być prawda. Sel musi żyć. To pomyłka. Chlopak usiadł na kanapie i zaczął płakać. Nie wiedziałam jak się zachować. To jego była dziewczyna. To znaczy ze wciąż ją kocha. Ciężko było mi patrzeć na niego.
- przykro mi Jus. Wypadki się zdaezaja.
- nic nie rozumiesz
- no to mi wytłumacz.- chlopak spojrzal na mnie i prosto z mostu powiedział.
- selena to moja siostra. Nasza mama miala romans.- słowa Justina zatkaly mnie do reszty.
- ale.. jak to? ! To ty sie dowiedziałeś jak juz z nią byłeś?
- nie. Zawsze wiedziałem. - powoli zaczelam sie bac chlopaka. Patrzylam na niego z jednym wielkim Dlaczego. - ona była slawna. Wybila mnie i to dzieki niej stakem sie slawny. Jednak wytwórnia myśląc ze jesteśmy zwykłymi prztjaciolmi kazala nam w zamian pobyć jakis czas ze sobą. Z początku wydawało mi się to trochę chore lecz później przywyklem do tego. Nie kochalismy sie oczywiście. Okazywalismy uczucia tylko publiczne żeby media myslaly ze jestesmy razem. Kiedy poznałem ciebie chciałem się z tego wywiązać lecz to nie było takie łatwe. Teraz juz wszystko jasne. Nie muszę być dłużej z nią. Mimo to nie mogę w to uwierzyć. Kocham ją jak siostrę. - monolog chlopaka zmętnił mi umysł.
-jedz. - chcialam byc sama.
- moze chcesz pojechać ze mną? Jedz sam ja musze pobyć sama. - chlopak szybko wybiegł z domu. Zostałam sama w wielkim drewnianym domu.
Nie wiedziałam co myśleć. Postanowiłam zadzwonić do Jade.
- Jade. Tu Mer. Co robisz ? Moglibyśmy się dziś spotkać?
- jasne pewnie. Gdzie i o której?
-tam gdzie zawsze o 18. - mijały godziny. Chłopaka wciąż nie było a dochodzila 17. Czas najwyzszy bylo sie przyszykowac.Po zrobieniu makijazu i ubraniu się pojechalam na miejsce. Cieszyłam się na te spotkanie. Nie moglam tłumić tego wszystkiego sama w sobie. Mialam tak dużo do opowiedzenia dla Jade. Gdy zobaczyłam moją pysie od razu ja usciskakam ze az ta poplakala się. Dzielily nas kilometry i caly tryb życia. Usiedlismy przy barze. Zaczęłam wszystko po kolei opowiadać a im więcej pilam tym łatwiej wszystko jej wyjasnialam. Dziewczyna myślała dokładnie to co ja. Szaleństwo. Nagle znikąd pojawił sie Jus.
- to ja obchodze taka żałobę a ty sobie imprezujesz?!
- jak mnie znalazłeś ?! - pytalam zdruzgitana.
- jak bylas w śpiączce poprosiłem lekarzy by wszczepili ci gps. Wiem dokładnie gdzie cie szukać. -Justin mnie przerazal.
- jesteś chory!- wybieglam z lokalu zastanawiajac sie co teraz będzie.
środa, 11 grudnia 2013
Dont go
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz