Zaraz po naszych"figlach" wrocilismy do domu. Byl środek nocy. Zastanawialam się co tak naprawdę Justin myśli o tym wszystkim. Harry umarł przeze mnie a ja jestem wciąż egoistyczna idiotą zamiast pogłębiać się w żałobie puerdole sie z bylym chlopakiem na dachu jakiegos biurowca. No wlasnie. Byłego. Ten status powinien się zmienić. Albo już jest. Bacznie obserwowalam Jusa w domu. Leniwie zdejmowal kurtkę i szedl do kuchni napic sie soku. Tak jakby nic sie nie wydarzyło. Jakbyśmy wiedli zupelnie normalne życie przeciętnych ludzi. Tak czy inaczej musiałam poruszyć temat. Ten temat. Harry. Harry powiedział mi o wszystkim. Zawsze będzie ze mną. Wiem to. Pewnie podeszłam do blatu kuchni dynamicznie i glosno waląc rękoma o stół.
- Musimy porozmawiać. - powiedzialam stanowczo. Moja stanowczosc rozpadla sie gdy tylko chlopak spojrzal na mnie pytajaco. Jego wzrok wywołał u mnie dreszcze.
-słucham. - ten głos. Taki męski, lecz jednakowo wrażliwy w sam raz. Justin był inny od Harrego. Mój gust nie sięgał granic.
- Justin -spojrzałam przerażona na panele podłogowe. Dlaczego tak bardzo bałam sie mu to powiedzieć. To tylko fakt. Musiał go przyjąć. Kłopot w tym jak go przyjmie. Chlopak nagle przerwal mi.
-Mer. Wiem. Ja tez ciebie kocham i tak. Jesteśmy razem . Tez o tym myślałem i wiem ze tylko ciebie pragnę. -słowa blondyna zmydliły mi dotychczasowe postanowienia. Bylam przekonana ze zbiore sie na odwagę i mu powiem. Spokojnie melancholijnie. Zacznę dlugim wstępem jak to w życiu czasami bywa i jak to w naszym popapranym zyciu sie powaliło. Nie mogłam słuchać spokojnie tych ckliwych wyznań.
- Jestem w ciąży. - zacisnelam powieki z calej siły. Po czym lekko je otworzyłam. Zauważyłam jego. I jego piekny uśmiech.
-Mer. To cudownie! - chłopak wziął mnie na rece i zaczął obracać się wokół własnej osi. Jednak zbyt uproscilam ta wiadomość. Nie powiedzialam mu najważniejszego. On nie byl ojcem tego dziecka. Widzialam te iskierli i nutę szczęścia w jego oczach.- moze los się do nas uśmiechnął? Moze już będziemy normalnie żyć. -chłopak wpil się w moje usta i zaczął namiętnie całować. - mam nadzieje ze nie uszkodził em plodu. Wiesz. Nasz ostatni seks.
- nie. Raczej nie.
-ok. Jutro rano od razu jedziemy do gonekologa.- justin wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka. Pocalowal mnie kładąc sie obok. Zasnelismy.
sobota, 28 grudnia 2013
what now
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz