środa, 4 grudnia 2013

..Hope it won't change.. (+18)

Minęło parę dni. Kazdy byl idealny. Justin chocby  na mala chwile mnie nie opuszczal. Poranki byly pelne radosci i humoru a noce romantyczne i ponentne. Wiedzialam czego chce w zyciu. Chcialam jego. Ale sie balam. Chociazby z tego powodu, ze nie mialam tutaj w londynie stalej pracy. Wynajmowalam kawalerke i nie zamierzalam wykorzystywac Justina. Plotki o tym ze zwykla dziewczyna z ulicy zostala wybranka najwiekszego pop artysty krazyly po calym swiecie. Bylo pare pozytywnych komentarzy, lecz nie ukrywam, ze ludzie odbierali nasz zwiazek jako niestosowny i niewlasciwy. Szczerze na poczatku nie moglam tego pojac na poczatku.

"I will do anything for you"
Ranek. Taki jak zawsze. Leniwie przecieralam oczy ze zmeczenia. Nie moglam sie ruszyc, justin oplótł rekama cala mnie dajac mi cieplo. Byla zima i naprawde nie chcialam opuszczac mojego kaloryfera. Niestety bylo juz pozno. Za pozno by lezec w lozku.
- Mmm- zaczelam wyciagac sie przy czym uwalniajac sie z rak blondyna. - kochanie, musimy wstac. Jedziemy dzis do Glasgow, pamietasz? Masz koncert.
- nie chcemmm... chcem tu zostac na zawsze.- usmiechal sie przy czym zaczal przecierac okolice mojego brzucha i piersi. Wstalismy niechetnie i zalozylismy szlafroki. Ja rozowy a justin niebieski - to jak? Dzis tez razem sid kompiemy? - spytal unoszac jedna brew.
- trzeba oszczedzac wode.- chlopak wzial mnie na rece i zaniosl do lazienki. Oparlismy sie o sciane. Z prysznica zaczela lac sie ciepla woda. Zanim sie nie obejrzalam Justin juz mnie posuwal. Szczerze nie zdziwilo mnie to. Po dlugotrwalych i spelnionych pieszczotach umylismy sie i wyszykowalismy do wyjazdu. Glasgow bylo dosc blisko Londynu. Jakies 3 godziny jazdy. Moze nawet mniej. Mielismy zostac tam 2 tygodnie. Po spakowaniu zjedlismy sniadanie, Jus zrobil moje ulubione  nalesniki. Zaraz przyszedl juz menager chlopaka. Spojrzal na mnie z niesmakiem co bardzo zdenerwowalo Justina. Lecielismy samolotem godzine. Jus co raz smyral moje udo co mnie bardzo podniecalo, lecz to nie bylo odpowiednie miejsce na sex. Po locie zatrzymalismy sie w hotelu. Rozpakowywalismy sie. Zajelam prawie cala szafe. Justin poszedl do recepcji i poprosil o druga. Zadnych problemow, zaraz pozniej przyszli dwaj goryle z szafa Justina. Chlopak zaczal ukladac ciuchy. Przygladalam mu sie dokladnie. Obserwowalam kazdy jego ruch. Podniecal mnie coraz bardziej. Postanowilam sie z nim podroczyc.
- ale jestes chudzielec przy tamtych gosciach.
- co to ma znaczyc? - spojrzal z wyrzytem.
- bo oni tacy napakowani a ty taki patyk - zaczelam sie smiac. Chlopak podbiegl do mnie i zocil mnie na lozko.
- ja ci pokarze patyk.- szepnal mi do ucha i gwalotownie wbil sie we mnie. Zaczelismy jeczec bez opamietania. Bylam pewna ze nawet w recepcji slyszeli nasze wiski pelne rozkoszy. Doszlismy. Jak zwykle. Bylo cudownie. Jak zwykle.
- uu.. wzdychal. Juz drugi raz sie kochamy a jeszcze nie ma 13:00.- nagle jeknelam z bolu.
- co sie stalo?!. - chlopak szybko wyszedl ze mnie.
- moj bok... - zaczelam ogladac rane. Byla cala sina.
- pewnie zakazenie. Ty na pewno zakonczylas kuracje w szpitalu? - pytal wsciekly.
- nie do konca...- spojrzalam z zalem.
- dobra, chodz. Jedziemy. - Justin delikatnie wzial mnie na rece i zaprowadzil do samochodu. Jechalismy do szpitala. Wychadzac z pojazdu  spotkalismy rozwscieczone fanki
- Justin. Rzuc ja! Ona jest zerem. Zaslugujesz na kogos wyjatkowego! - krzyczaly psycholki. Troche mnie to przybilo. Coz teraz najwazniejsze bylo to
zeby jak najszybciej dotrzec na miejsce.

*W gabinecie lekarskim*

- i co z nia?!- zapytal zmartwiony Jus po opatrzeniu rany lekarza.
- spokojnie to nic takiego. Bedziemy musieli pobrac troche krwi. Spokojnoe bedzie dobrze.- lekarz byl bardzo mily. Tlumaczyl mi jak dbac teraz o bok i czego unikac-glownie sexu- co mnie bardzo zmartwilo. Po jakims czasie przyszla pielegniarka z wynikami badan. Lekarz zaczal je analizowac. Uniosl brwi i usmiechnal sie.
- prosze panstwa mam dobre wiesci.
- wszystko ok z krwia? - pytal Jus.
- tak z krwia juz dobrze. Mamy dodatkowa informacje. Jest pani w ciazy. Gratuluje.- spojrzalam z szokiem na Justina. Jego wyraz twarzy byl taki sam jak moj. Niepewny.

Koniec

1 komentarz: