niedziela, 29 grudnia 2013

Build me up

-jeszcze trochę- mówiły spokojnym tonem pielęgniarki.
-aaaaaaa-darlam sie na caly szpital. Czułam jak cos wielkiego Wyłazi z mojej pochwy. Rozdzieralo ją od środka.  Szarpalo moje flaki i wykrecalo wrecz kości. To cierpienie.  Nie najpiękniejszy moment w życiu kobiety. Musiałam jednak urodzić to dziecko.  Justin na to liczył i Harry też.  Nie powiedzialam nic dla niego.  O prawdziwym pochodzeniu dziecka. To by nas zniszczyło. Po paru sekundach słyszałam juz placz dziecka. Głośniejszy niż moje wiski. Potwór byl caly we krwii. Owiniety resztkami rozerwanej macicy. Otworzyl oczy i spojrzał na mnie. Jakby chciał jeszcze mi zrobić większą krzywdę.  Wiem to okropne ze tak myślę ale taka jest smutna prawda.  Wiedziałam ze miałam depresje poporodowa. Kobieta podala mi niemowlę do rąk.  Obrzydzenie. To właśnie wtedy czułam.  Nagle ktoś wszedł.
-mój synek. - nie mogłam tego pojąć.  Moze to jakieś omamy.  Obok mnie stanął sam Harry. Juz raz go widziałam pewnie chciał zobaczyć swoje dziecko.
-Harry jak ty?- nadal nie mogłam pojąć jego niewyjasnialnej obecności.
- ja żyję Mer. Lekarze mnie operowali. Wszystko juz jest w porządku.
-Co?!- nie mogłam w to uwierzyć.-Gdzie Justin? !
- wybaczam ci wasz ostatni wybryk.  Powiedziałem mu ze to ja jestem prawdziwym ojcem tego dziecka i ze moje miejsce jest przy tobie.  Myślałem ze cie odwiedzi ale  powiedział że jeszcze dzis leci do Kanady. - wszystko bylo takie nierealne. Tragiczne. Nagle chlopak wyjął aparat i zrobil nam zdjęcie.  Flesz mnie oslepil.

Płacz.  Płacz dziecka.  Zaczęłam przecierać gwałtownie oczy.  Uff to byl tylko sen. Promienie slonca przbijaly się przez firankę.  Ujrzalam Justina. Mojego kochanego Jusa i naszego synka Harrego. Oboje byli całym moim szczęściem i niczego tak bardzo nie pragnelam jak właśnie ich. Tutaj. Bylo idealnie.  Takie życie na jakie zasłużył Justin. Dni zlewaly sie. Rano zajmowaliśmy sie małym po poludniu oglądaliśmy filmy a w nocy ja z Justin sie pierdolilismy. Chyba ze Harry sie obudził. Dziś Justin zaprosił mnie na kolacje do ekskluzywnej restauracji. Poprosilam babcie by zaopiekowala się dzieckiem. Bez żadnych wątków zgodziła sie co mnie ucieszylo. Wyszliśmy kolo 20. Bylo romantyczne i czulam się taka wolna.  Justin czarowal mnie na każdym kroku. Calowalismy sie namiętnie.  Czas szybko zlecial. O 23 byliśmy juz w domu. Bylo ciemno i cicho.  Zaszlam do pokoju dziecka.  Na fotelu leżała babcia. Spala. Zajrzałam do kołyski.  Harrego nie było.  Zaczęłam wołać Jusa i budzić babcie.  Powiedziała ze położyła dziecko do kołyski.  Wybieglam przed dom. Nieopodal palił sie jakis samochód.  Wypadek.  Cos mnie tam ciągnęło.  Jus zadzwonił na policje i pogotowie.  Straz pożarna ugasila ogień.  Okazało soe ze za kierownicą była Selena. Na tylnych siedzeniach byl nasz syn Harry. Martwy.  Zaczęłam drzec sie. Justin płakał.  Staliśmy tam jak wryci. Bezsilni. Zepsuci. Nasze życie bylo bezpodstawne.  Bez sensu.

sobota, 28 grudnia 2013

what now

Zaraz po naszych"figlach" wrocilismy do domu. Byl środek nocy. Zastanawialam się co tak naprawdę Justin myśli o tym wszystkim.  Harry umarł przeze mnie a ja jestem wciąż egoistyczna idiotą zamiast pogłębiać się w żałobie puerdole sie z bylym chlopakiem na dachu jakiegos biurowca.  No wlasnie. Byłego.  Ten status powinien się zmienić.  Albo już jest. Bacznie obserwowalam Jusa w domu. Leniwie zdejmowal kurtkę i szedl do kuchni napic sie soku. Tak jakby nic sie nie wydarzyło. Jakbyśmy wiedli zupelnie normalne życie przeciętnych ludzi. Tak czy inaczej musiałam poruszyć temat.  Ten temat. Harry. Harry powiedział mi o wszystkim. Zawsze będzie ze mną.  Wiem to. Pewnie podeszłam do blatu kuchni dynamicznie i glosno waląc rękoma o stół. 
- Musimy porozmawiać. - powiedzialam stanowczo. Moja stanowczosc rozpadla sie gdy tylko chlopak spojrzal na mnie pytajaco. Jego wzrok wywołał u mnie dreszcze.
-słucham. - ten głos.  Taki męski,  lecz jednakowo wrażliwy w sam raz. Justin był inny od Harrego. Mój gust nie sięgał granic.
- Justin -spojrzałam przerażona na panele podłogowe. Dlaczego tak bardzo bałam sie mu to powiedzieć.  To tylko fakt. Musiał go przyjąć. Kłopot w tym jak go przyjmie. Chlopak nagle przerwal mi.
-Mer. Wiem.  Ja tez ciebie kocham i tak. Jesteśmy razem . Tez o tym myślałem i wiem ze tylko ciebie pragnę. -słowa blondyna zmydliły mi dotychczasowe postanowienia. Bylam przekonana ze zbiore sie na odwagę i mu powiem. Spokojnie melancholijnie. Zacznę dlugim wstępem jak to w życiu czasami bywa i jak to w naszym popapranym zyciu sie powaliło. Nie mogłam słuchać spokojnie tych ckliwych wyznań. 
- Jestem w ciąży. - zacisnelam powieki z calej siły. Po czym lekko je otworzyłam.  Zauważyłam jego. I jego piekny uśmiech. 
-Mer. To cudownie! - chłopak wziął mnie na rece i zaczął obracać się wokół własnej osi. Jednak zbyt uproscilam ta wiadomość.  Nie powiedzialam mu najważniejszego.  On nie byl ojcem tego dziecka. Widzialam te iskierli i nutę szczęścia w jego oczach.- moze los się do nas uśmiechnął?   Moze już będziemy normalnie żyć. -chłopak wpil się w moje usta i zaczął namiętnie całować. - mam nadzieje ze nie uszkodził em plodu. Wiesz. Nasz ostatni seks.
- nie. Raczej nie.
-ok. Jutro rano od razu jedziemy do gonekologa.- justin wziął mnie na ręce i zaniósł do łóżka.  Pocalowal mnie kładąc sie obok. Zasnelismy.

piątek, 27 grudnia 2013

Spirit of helplessness

Justin dzwonił.  W koncu. Stalam tam. Na tym budynku. Cofnelam sie od przepasci.
-Mer. Wypuscili mnie.  Gdzie jesteś?  Jak Harry? Wszystko ok ?
-nie żyje.
-co kto ?
-Harry nie żyje.  Ale to nie ważne. Wazne ze jestes teraz ty. Prosze nie zostawiaj mnie teraz.
-Mer. Jakbym śmiał. Kocham cie.-te slowa pobudzily mój instynkt seksualny. Tak bardzo tego chcialam. Teraz. Tutaj.
-przyjedz do mnie.  Jestem na xxxxx lol.
-zaraz bede.- czekalam cierpliwie na miejscu. Po 15 minutach Justin przybył.
-mer ja..-nie zdążył. Wepchnelam mu język do buzi kosmicznie poruszajac wargami. Ręka wodzilam przez material jego tshirta po jego torsie. Zjezdzalam w dół.  I dotarlam tam gdzie chcialam. Zatrzymalam sie na Jerrym. Stal juz gotowy na baczność. Ogniste oczy chłopaka spojrzaly na mnie z zapytaniem. Kleknelam przed nim spuszczajac jego troche za duże spodnie w dół.  Czarne bokserki Calvina Kleina też zsunely sie do kostek. Ujrzalam moja zdobycz. Moja wymarzoną zabawkę. Ujelam go w dłonie i odruchowo wsadzilam do buzi. Ssalam go jak loda na patyku chociaz smakiem zupełnie odbiegal od loda na patyku... poruszalam głową co raz szybciej.  Justin szarpal moje wlosy.  Jeczal z rozkoszy. Wiedzialam ze tego chce.Czulam ze zaraz dostane to czego tak pragnelam. Tak cieply plyn roztopil sie w mojej buzi mieszajac z sliną a penis Justina zaczął drzec. Chlopak otworzyl czekoladowe oczy i zamrugal.
-nie wiem co powiedzieć-wysapal.
-nic nie mow tylko dzialaj.
-na pieska.
-co ?! - zaczelam się śmiać
- na pieska juz !- krzyknął levz ja wciaz sie smialam. Jednak poslusznie przyjelam wykrzyczana przez niego poze. Zimny wiatr przewiewal moja nagą skórę. Usmiechalam sie sama do siebie.  Bylam odwrócona od Justina. Czekalam na reakcję.  Jaka kolwiek. Nagle poczulam czyjes rece za pośladkach.  Znalam je bardzo dobrze. Okraznymi ruchami masowal je po czym przeszedl do pleców. Pot splywal po calym moim ciele.
-Justin proszę. - nagle chlopak jak na życzenie wbił sie we mnie poruszajac zmyslowo cialem. Jeczelismy razem. Co chwile masowal moje piersi. Po kilku chwilach doszlismy. Razem. Poczułam jak sperma wtryskuje sie we mnie. Przypomnialam sobie wtedy co musialam mu powiedzieć. 

Against destiny

Liczyłam jego ciche kroki oplatajac jego rozgrzany tors nogami. Jego soczyste usta piescily moja szyję nieziemnskimi pocalunkami. Nic mnie teraz nie obchodziło.  Chciałam tylko zeby w końcu rzucił mnie na łóżko. Chwilę później wyladowalismy w odpowiednim miejscu.  Lekko przygniatal mnie rozpalonym cialem. Nie protestowalam. Nagle bez żadnych uprzedzeń wbił się we mnie poruszając sie namiętnie.
-Aaaa!- krzyknął.  Na orgazm było raczej za wcześnie.  Nagle zauwazylam kogoś z tylu. To byl mój mąż.  Z klatki piersiowej Justina zaczęła splywac krew. Czas ograniczał cała sytuację. Spojrzałam z przerażeniem na bruneta. Jego  czerwone policzki ukazywały ślady splywajacych łez. Justin wyszedł ze mnie i automatycznie uderzył Harrego. Chwycilam majtki i założyłam szybko po czym probowalam odciągnąć szarpiacych sie chłopaków. Któryś odepchnal mnie na ziemię.  Harry i Justin wyszli na balkon. Nagle Harry poslizgnal sie. Spadl. Wybieglam zrozpaczona na miejsce wypadku. Śnieg mieszal sie z krwią.
-dzwoń po karetke!-darlam sie.-Jus nerwowo szukal telefonu.
- nie mam go...
- to idź po pomoc.
- a gdzie mam isc?!- krzyknął
-kurwa Justin gdziekolwiek.  On tu umiera. -nagle podeszła jakas kobieta i szybko zadzwonila po karetke.  Pogotowie zabralo calego zmarznietego i sinego Harrego. Pojawila sie oczywiście policja. Justin zostal posaszony o zabójstwo.
-Jedz ze mną-krzyknal Jus.
- muszę byc przy Harrym.-na te slowa chłopak spuscil wzrok na plamę krwi.

3 h później

Siedziałam na krzesle w szpitalnym korytarzu. Wiedziałam ze Justin sie zawiódł na mnie.  Lecz Harry teraz bardziej mnie potrzebował. Nagle z sali operacyjnej wyszedł doktor.
-pani jest ..? - no właśnie.  Zaczelam zastanawiać się kim jestem.  Kurwa. Jestem jego żona.  Najgorszą na świecie.
- to mój mąż.
-przykro mi. Obrażenia sa zbyt duze. Doszło do wylewu w mózgu. Pani mąż nie żyje. -lekarz poklepal mnie po ramieniu i pospiesznie odszedl. Wszystkie chwile spędzone z Harrym przeszły mi przed oczyma. Nasze zycie i jego ostatnie zimne spojrzenie.  Spojrzenie skierowane do mnie.  Zal i rezygnacjia. Jakby wiedzial co go czeka. Wybuchlam placzem wybiegajac z budynku. Weszlam na wysoki biurowiec.  Na sam dach. Stanelam na krawędzi. Wyjelam telefon i wybralam numer do Justina. Nie odbieral. Co jeszcze bardziej wywolalo atak placzu. Skierowalam nogę ku przepasci. Nagle obok stanął Harry.
-nie rób tego - przemówił.
-jak ty ?
-nie ważne. Mnie juz nie ma. Ale jestes ty i ktoś jeszcze.  Nasze dziecko Mer. Masz dla kogo żyć.  Proszę cię o to.- Harry zniknal zostawiając mnie w szoku.  Wiedzialam teraz ze nie moge spaść.

wtorek, 24 grudnia 2013

Christmas time

Obudziłam się jak zwykle przy Harrym. Trzymał mnie mocno w objeciach pocierając co raz o płaski brzuch. Minęło kilka dni od kiedy widziałam się z Justinem. Od tamtej pory nie odbiera ode mnie telefonu, nie odpisuje.  Nic. Cóż ciężko mi to mówić ale chyba to już koniec nas. Tak czt siak mialam dzis ns głowie sporo do zrobienia.  Dziś święta.  Trzeba wszystko przygotować. Razem z Harrym właśnie ubieralismy choinkę.
-pamiętasz nasze ostatnie święta? - spytal brunet uśmiechając się.
- nie. - sklamalam.  Dokładnie pamiętałam wszystko.  Cos mnie jedna zacinalo.
-szkoda- zasmucil sie. Szykowalismy sie do świąt.  Ubieralismy sie w dość wyjściowe stroje.  Harry objął mnie w pasie.
-kocham cię Mer. Pamiętaj o tym. -nagle dostalam smsa. Na szczęście.  Nie wiedziałam czy mogłam obdarzyć go tymi samymi słowami.-kto to ?
-mama. Prosi zebym do niej zaszla.
-mogę iść z tobą.
- nie. Pewnie chce ze mną porozmawiać na osobnosci.-harry uśmiechnął sie i puścił.  Założyłam zimowy płaszcz i wyszlam z domu.  Znowu go oklamalam.  To nie mama. To Justin.  Wreszcie się odezwal. Tak długo na to czekałam

"Mer. Chodź do mnie.  Musimy sie spotkać.  Chyba że nie chcesz.  Czekam"

Puszysty topiacy sie śnieg spowalnial mój nieudany truchcik. W kocu stalam juz przed drzwiami chłopaka.  Wahałam się.  Wiedziałam ze jak tam wejdę to juz nie wyjdę.  Zapukalam.
-Mer.  Jak dobrze ze przyszlas
Wejdź. - chłopak delikatnie odwiesil moja kurtkę. I zaprowadzil do salonu.
- nic sie nie zmieniło. - Jus uśmiechnął sie lekko.
-chciałbym dać ci prezent.
-Justin nie. Ja nic dla ciebie nie mam.
-przestań.  To tez coś w formie przeprosin chociaż wiem ze nic nie moge zrobić.  To co zrobiłem. ..
-Ej.- przerwalam mu ujmując jego przepiękna twarz w dłoniach. - wszystko wiem. Szkoda ze wcześniej nie wiedzialam.-chłopak spojrzal na paczkę.  Wzielam male pudełko i otworzyłam m. Był w nim piekny wisiorek w kształcie serca.
- Jus. jest piękny.
-otwórz- delikatnie otworzyłam zawieszke. W niej zdjęcie.  Moje i Justina.- nie noś tego przy Harrym.  Wkurzy się.
-bierzemy rozwód-to bylo chyba moje najgorsze kłamstwo.
-naprawdę? !
-tak. Dla ciebie.- chłopak rzucił sie na mnie przytulajac.
- kocham cie Mer.- wreszcie.  Znów poczułam jego smak. Calowalismy sie tak namiętnie ze zapomnialam o calym świecie. Chłopak wziął mnie na ręce i niósł po schodach do sypialni. Z naszej nieuwagi nie dostrzegam ciemnej postaci stojącej w oknie.
...

środa, 18 grudnia 2013

Something Great

Była piękna pogoda. Słońce grzalo  moje plecy przez pół otwarte okno. Otworzyłam oczy i ujrzałam jego. Mojego jedynego Justina.  Leżał koło mnie na łóżku i powtarzał jak bardzo mnie kocha, że nigdy mnie nie opuści.  Że będziemy zawsze razem. Jego piękne włosy za którymi tak tęskniłam, jego malinowe usta. Mogłam w końcu go dotykać.  Mialam go na wyłączać. Cieple opuszki jego palców gladzily lekko moją drgajaca skórę. Nagle sie obudziłam. Tak. To był sen.  Tylko zwykły sen. Miejsce Jusa zajmował ktoś inny. Przystojny brunet o zielonych teczowkach. Mój mąż.  Mimo to ze przypomniałam sobie wszystko wciąż żyłam  dreczaca przeszłością. Wciąż nie mogłam pojąć dlaczego Justin się tak zmienił.  Wiedziałam ze nie powinnam byla o tym myśleć. Nie był to dobry moment. Wstalam z łóżka. Chłopak obudził się automatycznie.
-a gdzie sie wybierasz? Beze mnie? 
-ja? Ja... muszę coś sprawdzić-chcialam jak najszybciej dowiedzieć się coś o Justinie. Nie moglam znieść tej presji ze to moze moja wina.
-chcesz  go znaleźć- twarz chlopaka od razu straciła swój radosny urok.
-ja... nie.
-nie kłam Mer. Znam cie za dobrze.  Nigdzie nie pójdziesz.  Nie pamiętasz co on ci zrobił?  Co on nam zrobił?
-to wszystko moja wina.  Był normalny dopóki ja sie nie pojawiłam.
- co ty pierdolisz. Przestań.  Nie chce tego słuchać- nie mogłam sie powstrzymać.  Wybuchlam płaczem. 
-Mer... ja prze...- chłopak nie zdążył dokończyć . Schowalam sie w lazience i zamknelam drzwi na zatrzask. Usiadlam na podłogę. Chlopak pukał i przepraszał.  Na marne. Bylam zbyt wstrzasnieta. Po dłuższym czasie wziął jakiś pręt i szybko poskromił zatrzasniete wejście.  Usiadł obok mnie i mnie objął.
-przepraszam.  Czasami zapominam że wciąż o nim myślisz. Od czasu wypadku.  Możesz iść szukać go. Ale ja pójdę z tobą. -szczere wyznania Harrego rozjasnily mi zgaszony umysł.  Hazz był zbyt dobry żeby go w to mieszać. Wiedziałam na pewno ze dzis nie bede mogła skontaktować się z Justinem. Musiałam zmylić Harrego i spędzić z nim dobry dzień,  żeby nie myślał juz o tej porannej awanturze.
-ja tez przepraszam. -wpilam się nieśmiale jego czerwone wilgotne wargi. Poczułam coś czego wcześniej nigdy nie czułam.  Taką radość.  Tak czy inaczej musiałam wymyślić jakiś plan.- moze wybierzemy sie gdzieś? - brunet mróżąc oczy pokiwal  głową.
- gdzie cie zabrać? 
-dziś ja ciebie gdzieś zabiorę.- dobrze wiedziałam gdzie go zabiorę. W pobliżu przyjechał cyrk.  Taki wypasiony ze specjalną gwiazdą. Ciekawa jestem kto to będzie.  Ubralam się w bordowy sweter z wystającym dzinsowym kołnierzem i czarne rurki do tego. Harry założył biały t shirt i i narzucil na niego dzinsowa marynarkę. No i czarne rurki.  Mieliśmy razem cos do nich. Byl ladny wiosenny dzień.  Szliśmy na piechotę.
- gdzie ty mnie prowadzisz kotku? - chłopak spojrzał zadziornie.
-zobaczysz-odwazajemnilam ponentne spojrzenie.  Byliśmy juz blisko z daleka bylo słychać muzykę.  Nie byla to jednak typowa cyrkowa muzyka. Pop. Typowy popularny pop. Nagle zaczela grac piosenka Justina Beaty and the beat.  Serce kroiło mi sie na kawalki.
-cyyyyrk?! Hahaha. -chłopak zaczął sie śmiać.
-no co ? Będzie fajnie- udawalam radosną.  Weszlismy do wielkiej ciemnej sali. Od razu rozblysly kolorowe światła a na scenę wbili poskramiaczy lwów ze swoimi pupilami. Było naprawdę fajnie. Nagle oświetlenie przygaslo.
-panie i panowie. Przed panstwem niesamowita gwiazda wieczoru. Nagle zabrzmiala znajoma mi melodia. 
- when you ready come and get it nananana.- nie mogłam uwierzyć.  Przecież Jus mówił ze ona umarła.  To znaczy ze kłamał.  A może był tak zfiksowany. Wiedziałam teraz jedno.  Musialam odnaleźć Justina. Po zabawie wróciliśmy późno do domu. Chlopak padl na łóżko
-wybacz ale dziś nie dam rady.  Zle sie czuję- oklamalam. Przebralismy sie w pizamy i zasbelismy. A właściwie tylko Harry.  Czekalam na to.  Ubralam czarną sukienkę i wyszlam z domu. Dzwoniłam do Justina milion razy. Nie odbieral  martwilam sie. Nie chcialam wracać do domu. Musialam sie napić.  Żeby zapomnieć.  Weszlam do jakiegos pabu i zaczelam pic. Bylam naprawdę juz w tragicznym stanie.  Nagle ktoś sie pojawił obok. Ktoś nieoczekiwany. Ukazal mi sie rozmazany obraz Justina.
-Jus. To ty?
-Mer. Co ty tu robisz? Dobrze sie czujesz?- głos chłopaka brzmiał jak dawniej.  Musialam wziąć się w garść i udać terzezwa.
-Tak. Justin.  Ja tęsknię za tobą.
- ja też Mer. Cholernie.  Ka przepraszam Cię za wszystko.  To nie byłem ja. Menadżer dosypywal mu psychotropy. Ktos sie zorientowal. Zerwalem z nimi umowe. Juz nie śpiewam.  Niestety najgorsze w tym wszystkim jest to ze juz nie mozesz byc moja.
-Jus. Ja mogę. - pocałowałam zmarzniete usta Justina.  Tak bardzo za nimi tesknilam.
-Nie Mer. Nie moge więcej ci życia rozpierdolic. Harry jest ciebie warty. Ja nie. Lepiej ci będzie beze mnie.  Chlopak odchodzil w ciemnosciach. Juz nic nie moglam zrobic. Po 10 minutach wyszlam z lokalu. Wrocilam do łóżka.  Harry lezal tak samo jak go zostawilam. Spal a ja spalam razem z nim sniac jak zwykle o Justinie.

niedziela, 15 grudnia 2013

Dont you leave me brokenhearted tonight

Dziś był ten dzień.  Dzień w którym wracalam do domu.  Obcego jednak mojego domu. Harry pomagal pakować moje rzeczy. Co raz zerkal na mnie. Starałam się nie okazywać strachu. Nagle chlopak przyblizyl się do mnie
-obiecuję że będzie jak dawniej.  Zakochasz sie we mnie tak jak kiedyś. Nie zostawię cie. Nigdy nie zostawiłem i nie zamierzam.-  Słowa Harrego scisnely mój głodny żołądek. Zaczął burczec mi brzuch. Na tyle głośno ze Hazz go usłyszał.- jesteś głodna?  Zaprowadze cie do naszej ulubionej restauracji. Spędziliśmy tam pierwszą randkę i oświadczyłem ci się właśnie tam. Moze sobie cos przypomnisz.-chlopak wzial moje torby i prowadzil na parking. Rozgladalam sie. Nagle bez żadnych powodów podeszlam do czerwonego Lamborghini.  Chlopak jeszcze porozmawial z lekarzem. Zaczęłam smyrac maskę samochodu.  Pewien moment stanął mi przed oczami. Ja i harry całujący się. Harry przyciska mnie swoim cialem.  To trwało szybko. Za szybko.  Po chwili wrocilsm do rzeczywistości.  Chlopak podszedl di mnie i rzucił bagarze niestarannie na ziemię. 
-kochanie.  Skąd wiesz że to nasz samochód? -spytal niedowierzajac.
-pamiętam.  Jak jechaliśmy w nim.
-Mer! To wspaniale!-chlopak usciskal mnie. Poczulam cos znajomego.  Jego zapach.  Perfumy CK. Tak bardzo chciałam chłonąć to wszystko. Czułam jak Harry mnie kocha.-pojedziemy do domu. -chlopak otworzył mi drzwi.  Jechaliśmy.  Chlopak opowiadal mi o gemmie jak bardzo za mną tęskni.  Bylo zimno. Wzdrygnelam sie i nir chcący otworzyłam schowek. Z szafki wylecialy prezerwatywy.  Harry autonatycznie uśmiechnął sie lecz nie odrywal wzroju od drogi. Dojechalismy. Chlopak zaparkowal pod pięknym dużym domem.
-to nasz...
-tak. Kupilismy nie dawno.  Bardzo ci sie podobał.
-i dalej sie podoba. -weszliśmy do domu. Mój wzrok nie mógł sie skupić. Pożerałam każdy kącik budynku.  Harry pokazał mi wszystko. Zostala tylko jeszcze nasza sypialnia.  Czailam sie. Gdy weszłam ujrzalam duze czerwone lozko niestarannie zaslane. Nawal erotycznych wspimnien przejął kontrolę nad moim mózgiem. Nagle harry podszsdl od tyłu i pocalowal mnie. Oddalam pocałunek co szczerze mówiąc zdziwiło go to. Zaczelismy rozbierać się wzajemnie.  Ciuchy latały w powietrzu.  Chlopak rzucik mnie na łóżko i zaczął przygryzac moja szyję.  Nagle bez żadnych zastrzeżeń wbił się we mnie.  Wszystkie wspomnienia wróciły.  Doszliśmy.
-kocgam cie harry-wysapałam.
-nawet nie wiesz jak długo na to czekałem.

sobota, 14 grudnia 2013

Unconditionally

Minęły 2 dni. Harry przez ten czas codziennie przychodzil do mnie.  Jednak nie rozmawialiśmy.  Chlopak ustąpił. Prosilam go o to. Lekarz odwiedzał mnie i opowiadał o mnie i o Harrym.  To wszystko tak bardzo mnie przytłaczalo. Wiedziałam jak bardzo chlopak tęskni za mną. Chciałam wszystko sobie przypomnieć,  lecz nie mogłam. Nagle harry wszedl na chwilkę do sali.
-idę do sklepu.  Kupić ci coś. -to bylo niezreczne. Chlopak którego w ogóle nie znam ma spełniać moje zachcianki. Mialam tego dosyć.  Musiałam się dowiedzieć jak doszlo do tego ze ja i harry sie zakochalismy.
-nie. Poczekaj. -chlopak podszedł do mnie lapiac moje dłonie. Byl taki ciepły. -opowiedz mi jak doszlo do wypadku.
-dobrze.  Jeśli tego chcesz.  Jechaliśmy samochodem na urodziny do mojej siostry Gemmy. Kazalem ci zapiac pasy. Nie chciałaś bo bylo dosc ciasno. Trzymalas prezent Gemmy. Kupilismy jej szklany żyrandol. Taki jak zawsze chciała. Zatrzymalem sie na chwile na uboczu. Calowalismy się.  Nagle stało się.  Tir w nas walnal. Wylecialas przez szybę. Pytałaś wcześniej o Justina.  Na prawdę nic nie pamiętasz?  Nie pamiętasz naszego cudownego życia?  Nie pamietasz czemu zerwalas z tym gnojem ?-slowa chlopaka mnie zszokowaly.- on cie bił Mer. I zmuszal do seksu. Poznalismy sie przez Gemme. Przyjaznilas sie z nią.  Opowiedzialas jej o wszystkim. Ona znajac mnie postanowila nas swatac. Od dawna sie w tobie podkochiwalem. Pol roku później wzielismy slub. Justin zawsze nam uprzykrzal życie. Jakoś sobie z tym radzilismy. Kochalem cie wtedy Mer i teraz tez cie kocham. Bezwarunkowo. Wiem ze tez mnie kochasz. Tylko nie pamietasz. Obiecuje ze wszystko będzie jak dawniej.
-Harry ja...
-ciii.  Nic nie mów odpocznij.-brunet przeczesal moje włosy.
-Ty dziwko !!!- nie mogłam uwierzyć. - zostawilas mnie a ja ci tyle dałem.!-To nie byl on. Nie poznalam go.
-zostaw ją ty gnoju. Wypierdalaj stąd.
-ty szmato !- Justin podbiegl do mnie i uderzyl mnie.  Z otwartą buzia masowalam czerwony od bólu policzek.
- ty chuju! - Harry rzucil sie na Justina. Krzyczalam. Po chwili przyjechala policja. Zabierala Justina. Harry podszedł do mnie i trzymał mnie w swoich objeciacg. Potrzebowalam tego. Justin próbował sie wyrwać.  Na marne.
-to ja ! To ja prowadzilem ten tir! - wydarl się. Policja natychmiast zabrala go stąd.  Znowu bylo spokojnie. Justin sie zmienil a ja musialam sie z tym pogodzic. Nie wiem co by było gdybym była w tym w tym wszystkim sama.  Spojrzalam sie na Harrego. Ten pocalowal mnie w usta.  Po raz pierwszy poczulam motyle w brzuchu. Wiedziałam juz ze go kocham.

piątek, 13 grudnia 2013

Wake me up

Ciemność.  Jak zwykle. I światło. Pierwsze co ujrzałam to był lekarz.
-Mer. Czy mnie słyszysz?  Bylas w śpiączce równo miesiąc.  Mialas wypadek samochodowy. -slowa lekarza mnie zszokowaly.  Nic nie pamietalam. Żadnego wypadku.
-gdzie jest? - zaczęłam jąkać się jak napita.
-chłopak? Czeka na korytarzu.  Wezwiemy go.-długo nie czekałam. Chwile później się pojawił.  Ale... to nie byl Justin. Jakis brunet.
-kochanie jak sie czujesz?  -podbiegl do mnie klęcząc sciskajac moją dłoń. Przerażona odruchowo wyrwalam sie z uscisku nieznajomego.
-k. Kim jesteś? - chlopak na te slowa wstal gwałtownie i spojrzal zaklopotany na lekarza.
-jak to. Kochanie to ja. Harry. Twój mąż. -to byly jakieś żarty. Usmiechnelam sie niedowierzajac.
-ale ja przecież mam narzeczonego.  Justin. Justin Bieber gdzie on jest?  - rece zaczęły mi drżec. Widząc to chlopak z powrotem ujął je w swoje dłonie. Nie rozumialam calej tej sytuacji. Nagle chlopak przyblizyl się w moja strone obdarowujac mnie namietnym pocalunkiem.  Odepchnelam go natychmiast.
-zostaw mnie ty zboku. Nie znam cie. Chce do Justina. - w zielonych oczach  bruneta dostrzegam smutek i łzy które za wszelką cenę chciał zatrzymać.
- Proszę pana.  Wygląda na to ze Mer dostała wstrząsu muzgu i w jakimś stopniu stracila pamięć. Proszę na chwile wyjść. Uswiadomie pani zaistniałą sytuację.
-ale ja jej mogę wszystko przypomnieć. -mowil zdesperowany.
-nie jestem pewien czy pani Styles jest w stanie pana słuchać.  Proszę isc do domu i odpocząć.  Zadzwonię do pana osobiście jak dziewczyna będzie gotowa na rozmowę. -chlopak spojrzal siie na mnie bez silnie i opuścił szpital. Spojrzalam na lekarza z otwartą buzia czekajac na jakiekolwiek wyjaśnia.
- posluchaj mnie Mer.  Miesiąc temu miałaś wypadek. Uderzył w wasz samochód tir. Wylecialas przez szybe. Harry mial zapiete pasy. Harry codziennie tu przychodził. Jesteście małżeńs od roku. Znam cie juz trochę. Widziałem cie wcześniej jak wyszlas z długiej śpiączki.  To byl prawdziwy cud.
- właśnie.  Pamieta pan? Wtedy byl ze mna Justin. Wie pan co sie stało?
- niestet nie ale moge ci tez powiedzieć ze bylas w ciazy z Harrym.  Cieszyliscie sie bardzo. Niestety poronilas. Wygladacie na bardzo szczęśliwa i udaną parę mimo wszystko. Za tydzień będziesz mogła juz wyjsc i wrócić z Harrym do domu.- spojrzalam na moją lewa dłoń. Zauwazylam złota obrączke z diamentami. Z tego co doktor mi mówił Harry naprawde musi mnie kochać.  A ja go. Bylam pewna jednego. Wciaz kochałam Justina.

środa, 11 grudnia 2013

Dont go

Dom byl cudowny. Moje całe życie było cudowne. Justin postanowił dać na Luz trochę z karierą i pomieszkać trochę ze mną. Codziennie jedlismy naleśniki na śniadanie.  Jednak bylo zbyt idealnie. Wiedziałam ze cos się stanie.
*w telewizji*
"Mloda piosenkarka selena gomez miala wypadek samochodowy.  Dziewczyna zginęła na miejscu. Dziś o 18:30 odbędzie się uroczyste pożegnanie i pogrzeb seleny" chlopak stal z otwartą buzia wpatrujac się w ekran.
-jadę do niej.
-ale..
- teraz jadę.  To nie może być prawda.  Sel musi żyć. To pomyłka. Chlopak usiadł na kanapie i zaczął płakać.  Nie wiedziałam jak się zachować.  To jego była dziewczyna. To znaczy ze wciąż ją kocha. Ciężko było mi patrzeć na niego.
- przykro mi Jus.  Wypadki się zdaezaja.
- nic nie rozumiesz
- no to mi wytłumacz.- chlopak spojrzal na mnie i prosto z mostu powiedział.
- selena to moja siostra.  Nasza mama miala romans.- słowa Justina zatkaly mnie do reszty. 
- ale.. jak to? ! To ty sie  dowiedziałeś jak juz z nią byłeś?
- nie. Zawsze wiedziałem. - powoli zaczelam sie bac chlopaka. Patrzylam na niego z jednym wielkim Dlaczego. - ona była slawna. Wybila mnie i to dzieki niej stakem sie slawny. Jednak wytwórnia myśląc ze jesteśmy zwykłymi prztjaciolmi kazala nam w zamian pobyć jakis czas ze sobą.  Z początku wydawało mi się to trochę chore lecz później przywyklem do tego. Nie kochalismy sie oczywiście.  Okazywalismy uczucia tylko publiczne żeby media myslaly ze jestesmy razem.  Kiedy poznałem ciebie chciałem się z tego wywiązać lecz to nie było takie łatwe. Teraz juz wszystko jasne. Nie muszę być dłużej z nią.  Mimo to nie mogę w to uwierzyć.  Kocham ją jak siostrę. - monolog chlopaka zmętnił mi umysł. 
-jedz. - chcialam byc sama.
- moze chcesz pojechać ze mną?  Jedz sam ja musze pobyć sama. - chlopak szybko wybiegł z domu.  Zostałam sama w wielkim drewnianym domu.
Nie wiedziałam co myśleć. Postanowiłam zadzwonić do Jade.
- Jade.  Tu Mer.  Co robisz ? Moglibyśmy się dziś spotkać?
- jasne pewnie.  Gdzie i o której?
-tam gdzie zawsze o 18. - mijały godziny.  Chłopaka wciąż nie było a dochodzila 17. Czas najwyzszy bylo sie przyszykowac.Po zrobieniu makijazu i ubraniu się pojechalam na miejsce. Cieszyłam się na te spotkanie.  Nie moglam tłumić tego wszystkiego sama w sobie.  Mialam tak dużo do opowiedzenia dla Jade. Gdy zobaczyłam moją pysie od razu ja usciskakam ze az ta poplakala się.  Dzielily nas kilometry i caly tryb życia.  Usiedlismy przy barze. Zaczęłam wszystko po kolei opowiadać a im więcej pilam tym łatwiej wszystko jej wyjasnialam. Dziewczyna myślała dokładnie to co ja. Szaleństwo.  Nagle znikąd pojawił sie Jus.
- to ja obchodze taka żałobę a ty sobie imprezujesz?!
- jak mnie znalazłeś ?! - pytalam zdruzgitana.
- jak bylas w śpiączce poprosiłem lekarzy by wszczepili ci gps. Wiem dokładnie gdzie cie szukać. -Justin mnie przerazal.
- jesteś chory!- wybieglam z lokalu zastanawiajac sie co teraz będzie.

Forever yours

Ja i Justin.  Zawsze byliśmy razem. Kochalismy się jak szalence. Lezelismy na łóżku.  Spoglądałam na śpiącego jeszcze chłopaka.  Byl tak słodki. Przyblizylam się lekko do niego i musnelam jego blade od mrozu usta. Chlopak automatyczne się uśmiechnął.
- mam dziś dla ciebie niespodziankę. -odezwał się chrypkim głosem
- tak?- zaczęłam smyrac ręką jego napiete bokserki. Blondyn przeczesal palcami moje brąz włosy i wstal z łóżka rozczarowywujac mnie na maxa.- ejj a gdzie się wybierasz?
- nie możemy się wiecznie tylko pierdolic.
- czyli już ci się znudziło? - spytalam zszokowana.
- nie to nie tak. Ja tylko chciałbym ciebie gdzieś zabrać dziś. Ubierz się.- Trochę mnie to zdziwiło bo była 3 nad ranem.  Jus mieszał mi w głowie. Jednak ufalam mu. posłusznie nałożylam ulubiony sweter i jeansy. W 15 minut bylam gotowa. Jecgalismy samochodem.  Justin
Zatrzymal sie na  jakims pustkowiu w lesie.  Las był pięknie obsypany śniegiem.  Szlismy tak przez malownicza drogę juz 10 minut.
- gdzie ty mnie prowadzisz?-spytalam  ciekawa.  Nagle chlopak odslonil ręką gałęzie. Ku moim oczom ukazał sie piękny drewniany dom na wzgórzu.
- jeej. Justin. Wynająłes ?- spojrzalam ckliwie na chłopaka.
-kupiłem kochanie.  Podoba ci sie?
- bardzo- pocalowalam go w policzek. Wzial mnie za rękę i zaprowadzil do srodka. Piękny wystrój i leśny zapach doprowadzal mnie do szału.  Lecz nie tak bardzo jak Justin.  Zaczelismy się rozbierac. Z "salonu" słychać było muzykę.  Fortepian.  Wszędzie były świece. Pięknie komponowaly sie z dźwiękiem. Na srodku stal stolik z spaghetti.  Usiedlismy i rozmawialismy o wszystkim.  Justin zapytał mnie jak sobie wyobrażam nas za parę lat.  Byłam w tym momencie najszczesliwsza dziewczyną na świecie. Jednak się mylilam. Chlopak wzial mnie szybko na rece i zaprowadzik na taras.  Słońce zaczęło wychodzić oswietlajac całe otoczenie i mojego Justina.  Nagle chlopak zaczal grzebać sie w kieszeniach.  Nerwowo wyjął male czerwone pudełeczko.  Oczy zaczęły mi migotac. Dobrze wiedziałam co znajduje się w nim. Chlopak otworzył opakowanie. Wielki piekny srebrny pierścionek. 
-Mer . Tylko ty się dla mnie liczysz.  Chce  spędzić resztę życia z tobą. Wyjdziesz za mnie.
-oczywiście ze tak! -rzuciłam sie na narzeczonego obdarzajac go soczystym pocalunkiem. Bylam w tym momencie najszczesliwsza dziewczyna na świecie.

wtorek, 10 grudnia 2013

So toll together

Miesiące mijały bardzo dlugo. Zbliżały się święta. Mialam dzis wyjsc ze szpitala.  Niestety Justin musiał wyjechać w trasę. Teskniłam za nim jednak nie chciałam rujnowac jego marzeń. Siedziałam sama na zimnym metalowym łóżku.  Spoglądałam w okno. Nic ciekawego sie nie działo. Nagle ktos wszedł do sali. To byla Jade.  Byl jeszcze harry i... Zayn.  Po co on tu przyszedł? ! Po cholere?
- mer, , teskniłam tak bardzo. - odezwala sie moja bff. Nie moglam przestać patrzeć na Zayna. Ten jednak wbijal wzrok w podłogę. Czułam ze żałuje tego wszystkiego co chciał mi zrobić.
- moze chcesz z nami gdzies wyskoczyć po południu? Słyszałem że Justina nie ma...
- tak. Nie ma go. Wybaczcie ale chciałabym wrócić do domu i wziąć długą kąpiel.
-ok jasne. - siedzielismy tak jeszcze z 2 godziny.  Rozmawialiśmy o nowej płycie chłopców i o wszystkim praktycznie. Zayn nagle spojrzał na mnie.
- mer. Słuchaj chciałbym cie przeprosić za wszystko. Bylem na terapii i juz jest dobrze. - chlopak spojrzal na mnie próbując wyczytać mój wyraz twarzy. Usmiechnelam sie entuzjastycznie.
- to juz przeszlosc.- odpowiedzialam.
Bardzo dobrze nam się rozmawialo.  Smialismy sie. Ogladalismy tez filmy. To wgl było bardzo dziwne i wręcz strasznie. Nagle na telewizorze pojawiła się scena lozkowa. Zayn spojrzal na mnie i zblizal sie powoli w moją stronę. Co to ma być.  Znowu cos do mnie miał.  Serce zaczęło mi walić.  Dawny strach powrócił.  Zayn zlaczyl naszw usta. Nie wiedziałam co mam zrobić.  Nagle pojawił się ktoś niespodziewany. Justin.  Mój Justin.  2 samą porę.
- tak się zabawiasz jak mnie nie ma? !-slowa chlopaka mnie zatkaly. Myślałam ze rzuci się na mulata. A on opierdalal mnie.
- justin. To nie tak.  Ja nie chcialam..
- wynos się stąd gnoju.- Zayn o dziwo posłusznie wyszedł.
- on mnie pierwszy pocalowal. Nie planowalam tego. On przyszedl przep...- slowa urwaly mi sie gdyż chlopak brutalnie mnie pocalowal.
- jestem o ciebie cholernie zazdrosny.  Nigdy więcej nie rób mi czegoś takiego.
- widzialam te migoczace iskierki.
- zabierz mnie stąd.
- a możesz juz?
-tak.
- na pewno?
- tak. - przygryzlam platek jego ucha szepcac. - rana sie zrosla. Juz wszystko dobrze.  Mozesz mnie pierdolic. Podniecony Justin wzial mnie na ręce i wyniósł ze szpitala. 
- a co z moimi rzeczami? - pytalam rozesmiana.
- poprosze jakiegos gościa zeby je zabrał. Justin stal trzymajac mnie na rękach. Deszcz utulal nasze ciała. Mokre usta chlopaka podniecaly mnie do utraty przytomności.  Jus zamowil taxi. Ledwo powstrzymywalismy sie przed sexem w samochodzie. Taksówkarz nie zniósł by tego. Dojechalismy Jus szybko podbiegl i otworzyl mi drzwi. Wzial na rece i zanim sie obejrzalam bylismy juz na hotelowym lozku. Chlopak smyral jezykiem po moim rozpalonym ciele. Piescil moje piersi. Po dlugich pieszczotach wbił sie we mnie doprowadzajac mnie do totalnego orgazmu. Tego potrzebowalam. Tak bardzo mi tego brakowalo.
- cholernie cie kocham Mer.
- ja ciebie tez Jus.- zasnelismy otuleni swoimi nagimi cialami.

sobota, 7 grudnia 2013

...Half a heart ...

It will rain 


Mialam sen. Jak zwykle. Byl dosc zwyczajny tym razem. Ja i Justin. Razem jedlismy cos w parku przytulajac sie. Bylo idealnie. Bylo tak jak bym chciala zeby bylo. Niestety obudzilam sie. Naga cala zmarznieta. Do pokoju wszedl jakis koles. Zaczelam sie wydzierac.
- spokojnie. Nic ci nie zrobie. jestem z agencji Justina- mezczyzna podszedl niepewnie i nakryl mnie kocem poskramiajac kajdanki. 
- dziekuje. - powiedzialam zgrzytajac zebami.
- justin ci to zrobil.- przez chwile zastanawialam sie co powiedziec. Wiedzialam ze jak powiem prawde to bedzie mial przesrane. Ale ja chcialam tego. Nie wiedzilaam czy kocham go jeszcze... to co mi zrobil. Nagle do sypialni wpadł mój gwałciciel. Nie moglam na niego patrzec.
- Co sie tutaj dzieje ?! - zaczal popychac mojego zbawce.
- Zostaw go !- krzyknelam nie odwracając wzroku od podłogi.
- Co takiego ?! Co tutaj zaszlo ?! Co ty sobie wyobrażasz? Kochanie ?! Czemu.. ? - chłopak podszedl do mnie i zlapal mnie za nadgarstek.- Mer ! Spojrz na mnie!- niechetnie popatrzylam sie na niego z żalem i pretensją.
- Chcesz znac prawde? To ty mnie zgwałciłeś. Wczoraj w nocy. chciales w ten sposób usunac nasze dziecko.- chlopak puscil mnie.
- Co ? - zaczal powoli odsuwac sie ode mnie.- jak to ? Ja przeciez...
- Pamietasz ostatnia noc ? 
- Nie.  Ale kochanie ja cie kocham ja bym nigdy ci czegos takiego nie zrobil.
- ale zrobiles. 
- Mer co masz tytaj. - chlopak powoli podchodzil do mnie odkrywając delikatnie kołdre. Nie protestowalam. Nie mialam sily.
- Boze. Mer. Szybko dzwon na pogotowie! - krzyknal do kolesia z firmy.
Zapadla ciemność i pustka. Nic nie czulam. Mialam jednak nadzieje ze potrwa to jak najdluzej. Nagle swiatlo zaczelo sie do mnie przyblizac. A moze to ja bieglam do niego. 
- Mer ! - krzyczal nikt inny tylko Justin.- Slyszysz mnie ?
- Zabierzcie go ode mnie. - zwrocilam sie do lekarza obok.
- co ty mowisz. Musze byc teraz przy tobie. To wszystko przeze mnie. Nie zostawiaj mnie. Obiecuje ze ci to wynagrodze.
- nie moge na ciebie patrzec. - lekarz na te słowa siłą wyprosil blondyna z sali. Gorące łzy lały się z moich zmęczonych oczu.
- proszę pani - zaczynal doktor. Nie bede pania oklamywal. Z miesniem jest wrecz tragicznie. Rana poszerzyla sie i jest w okolicy serca. To bardzo duze zagrozenie. Nalozymy pani cos w rodzaju gipsu. Nie bedzie pani mogla w ogole sie ruszac.  Przykro mi. Jednak miejmy nadzieje, ze bedzie dobrze.- monolog specjalisty jednak mnie nie wzruszyl. Ja chcilaam umrzec. Postanowilam sie zdzemnąć. Tym razem nic mi się nie śniło.

In another world


Obudzilam sie jak zwykle. chcialam wymowic jakiekolwiek slowo. Lecz nie dalam rady. Mialam tak suche gardlo i bylo mi tak goraco. Lato za oknem. Przeciez jest zima. Cos tu nie gra. Zaczelam stukac noga o lozko. Pielegniarka obok uniosla brwi ze zdziwnienia.
- Panie doktorze!- zaczela krzyczec- pacjentka z urazem serca sie przebudzila.
- Co pani opowiada? - doktor wszedl i gwalotownie sie zatrzymal. Spojrzlam na niego z jeszcze wiekszym zdziwieniem.- nie do wiary. Mer. To cud. Jak sie czujesz?!
- Wo..wody.- lekarz na moją prośbę szybko podal mi butelke.- co się dzieje? Czemu jest pan taki zdziwiony? - zaczelam umierac z ciekawosci.
- Bylas w spiaczce. Rowno 8 miesiecy. Nie dawalismy ci zadnych szans. A jednak cuda sie zdarzaja. - slowa lekarza mnie zatkaly. Jednak nie moglam zapomniec o nim.
- a chlopak ten ktorego pan wyprosil.
- a tak. justin. Przychodzi tu codziennie od momentu jak nam zasnelas.- nagle w drzwiach stanął on sam. Spojrzal na mnie a na jego twarzy pojawil sie usmiech. Tak szczery jakiego nigdy nie widzialam. I lzy w  brazowych oczach. Chlopak podszedl do mnie i zblizyl sie do mojej twarzy. Moglam wyczytac z jego spojrzenia tylko jedno.
- przepraszam.- podnioslam sie lekko calując mojego Justina. Teraz wiedzilaam ze juz wszystko bedzie dobrze.

We will shine (+18)

  Standing together alone.

Minelo sporo dni od tego... tak. Nawet nie moglam tego wymowic. Przytalaczo mnie to wssystko. Justin byl ze mna ale nie bylo jak dawniej. Nie kochalismy sie bardzo dlugo. Zaczelam sie bac ze zacznie mnie zdradzac. Najdziwniejsze jednak w tym bylo to, ze w oglole o tym nie rozmawialismy. Ani razu. Zadzwonil lekarz i kazal mi przyjechac.

*w gabinecie*
- dziendobry. Chcialbym omowic kwestie pani wynikow. Przykro mi bardzo ale pani wyniki pomylono z innymi. Nie jest pani w ciazy.-wzdrygnelam sie. Bylam zszokowana. Jak to wgl mozliwe. Tak czy siak niewazne. Liczylo sie tylko to ze bede z Justinem.- jednakze pani wyniki odnosnie rany nie sa najlepsze. Musi pani powstrzymac sie od stosunkow pluciowych. I nie biegac nie wyginac sie i nie nosic ciezkich rzeczy.- blysk w oku zniknal. Teraz bylo jeszcze gorzej nie dosyc ze Jus sie mna znudzi to jeszcze bedzie mial mnie dosc.- ten kawalek drewna uszkodzil w malym stopniu pani miesien. Musimy poczekac az rana do konca sie zagoi. Prosze byc cierpliwym, a na pewno wszystko pojdzie po naszej mysli.
- dobrze. Dziekuje. - wyszlam z gabinetu. Dosc zdruzgotana. Nie chcialam nic mowic dla Jusa. I tak o dziecku wgl nie rozmawialismy wiec nic to nie zmieni. Chcialam po prostu wrocic do domu i odpoczac. Byl juz wieczor. Weszlam do willi Jusa (chlopak dal mi klucze) i padlam na lozko w sypialni. Ogladalam pamietniki wampirow. Serial tak mnie wciagna ze nie usluszalam jak Justin wchodzi do domu. Jego kroki po schodach byly tak ciche. Lecz ja je slyszalam. Uchylil drzwi i spojrzal na mnie oblizujac wargi. Przelecial mnie wzrokiem po czym rzucil sie na mnie zrzucajac ze mnie ubrania.
-jus ! Ał! Przestan! Boli! - darlam sie probijac uswiadomic sobie co sie dzieje.
- sluchaj.. mala ty tu badz i cicho. Juz cii.- mowil napity. No tak wrocil z imprezy. Po zdarciu moich ubran zaczal podgryzac moje plecy. Probowalam sie uwolnic. Bolalo jak diabli. Chlopak dalej sie ze mna draczyl. Wyjal z szuflady rozowe kajdanki. Nie mam pojecia jak sie tam znalazly ale to byl akurat najmniejszy problem. Jus przykul mnie do lozka po czym znowu siegnal do szuflady wyjmujac cos innego... wibrator. Wielki rozowy wibrator. Ciarki przeszly po calym moim ciele. Chlopak dostrzegl to i z wrednym usmieszkiem na twarzy wbil urzadzenie we mnie. Bol byl nie do zniesienia. Zaczelam sie drzec a Justin ztkal mi buzie. To byl koszmar. Plakalam jak nigdy. Skonczylo sie. Wibrator wrocil na swoje miejsce. Justin spojrzal mi w oczy. Mialam nadzeje ze dostrzerze to jak bardzo mnie rani. W przenosni i doslownie. Ale to trwalo tylko moment. Chlopak z cala sila wprowadzil jerrego we mnie. Nigdy jeszcze tak mocno i gwaltownie mnie nie posuwal. Poruszal sie w przod i w tyl wydzielajac przyjemne cieplo. Lozko skrzypialo, a nikt nie slyszal moich wiskow i placzu. Justin skonczyl swoja robote zszedl ze mnie.
- mam nadzieje ze tej ciazy juz nie bedzie!!- krzyczal. Sszkowalo mnie to. Chcial "usinac" dziecko. Rozumialam go, ale dlaczego w taki sposob. Nie ma co sie zastanawiac. Justin wyszedl z pokoju zostawiajac mnie przykuta do lozka naga bez rzadnego okrycia. Myslalam ze umre z zimna. Z okna wylatywal snieg. Zasnelam.

CDN

środa, 4 grudnia 2013

..Hope it won't change.. (+18)

Minęło parę dni. Kazdy byl idealny. Justin chocby  na mala chwile mnie nie opuszczal. Poranki byly pelne radosci i humoru a noce romantyczne i ponentne. Wiedzialam czego chce w zyciu. Chcialam jego. Ale sie balam. Chociazby z tego powodu, ze nie mialam tutaj w londynie stalej pracy. Wynajmowalam kawalerke i nie zamierzalam wykorzystywac Justina. Plotki o tym ze zwykla dziewczyna z ulicy zostala wybranka najwiekszego pop artysty krazyly po calym swiecie. Bylo pare pozytywnych komentarzy, lecz nie ukrywam, ze ludzie odbierali nasz zwiazek jako niestosowny i niewlasciwy. Szczerze na poczatku nie moglam tego pojac na poczatku.

"I will do anything for you"
Ranek. Taki jak zawsze. Leniwie przecieralam oczy ze zmeczenia. Nie moglam sie ruszyc, justin oplótł rekama cala mnie dajac mi cieplo. Byla zima i naprawde nie chcialam opuszczac mojego kaloryfera. Niestety bylo juz pozno. Za pozno by lezec w lozku.
- Mmm- zaczelam wyciagac sie przy czym uwalniajac sie z rak blondyna. - kochanie, musimy wstac. Jedziemy dzis do Glasgow, pamietasz? Masz koncert.
- nie chcemmm... chcem tu zostac na zawsze.- usmiechal sie przy czym zaczal przecierac okolice mojego brzucha i piersi. Wstalismy niechetnie i zalozylismy szlafroki. Ja rozowy a justin niebieski - to jak? Dzis tez razem sid kompiemy? - spytal unoszac jedna brew.
- trzeba oszczedzac wode.- chlopak wzial mnie na rece i zaniosl do lazienki. Oparlismy sie o sciane. Z prysznica zaczela lac sie ciepla woda. Zanim sie nie obejrzalam Justin juz mnie posuwal. Szczerze nie zdziwilo mnie to. Po dlugotrwalych i spelnionych pieszczotach umylismy sie i wyszykowalismy do wyjazdu. Glasgow bylo dosc blisko Londynu. Jakies 3 godziny jazdy. Moze nawet mniej. Mielismy zostac tam 2 tygodnie. Po spakowaniu zjedlismy sniadanie, Jus zrobil moje ulubione  nalesniki. Zaraz przyszedl juz menager chlopaka. Spojrzal na mnie z niesmakiem co bardzo zdenerwowalo Justina. Lecielismy samolotem godzine. Jus co raz smyral moje udo co mnie bardzo podniecalo, lecz to nie bylo odpowiednie miejsce na sex. Po locie zatrzymalismy sie w hotelu. Rozpakowywalismy sie. Zajelam prawie cala szafe. Justin poszedl do recepcji i poprosil o druga. Zadnych problemow, zaraz pozniej przyszli dwaj goryle z szafa Justina. Chlopak zaczal ukladac ciuchy. Przygladalam mu sie dokladnie. Obserwowalam kazdy jego ruch. Podniecal mnie coraz bardziej. Postanowilam sie z nim podroczyc.
- ale jestes chudzielec przy tamtych gosciach.
- co to ma znaczyc? - spojrzal z wyrzytem.
- bo oni tacy napakowani a ty taki patyk - zaczelam sie smiac. Chlopak podbiegl do mnie i zocil mnie na lozko.
- ja ci pokarze patyk.- szepnal mi do ucha i gwalotownie wbil sie we mnie. Zaczelismy jeczec bez opamietania. Bylam pewna ze nawet w recepcji slyszeli nasze wiski pelne rozkoszy. Doszlismy. Jak zwykle. Bylo cudownie. Jak zwykle.
- uu.. wzdychal. Juz drugi raz sie kochamy a jeszcze nie ma 13:00.- nagle jeknelam z bolu.
- co sie stalo?!. - chlopak szybko wyszedl ze mnie.
- moj bok... - zaczelam ogladac rane. Byla cala sina.
- pewnie zakazenie. Ty na pewno zakonczylas kuracje w szpitalu? - pytal wsciekly.
- nie do konca...- spojrzalam z zalem.
- dobra, chodz. Jedziemy. - Justin delikatnie wzial mnie na rece i zaprowadzil do samochodu. Jechalismy do szpitala. Wychadzac z pojazdu  spotkalismy rozwscieczone fanki
- Justin. Rzuc ja! Ona jest zerem. Zaslugujesz na kogos wyjatkowego! - krzyczaly psycholki. Troche mnie to przybilo. Coz teraz najwazniejsze bylo to
zeby jak najszybciej dotrzec na miejsce.

*W gabinecie lekarskim*

- i co z nia?!- zapytal zmartwiony Jus po opatrzeniu rany lekarza.
- spokojnie to nic takiego. Bedziemy musieli pobrac troche krwi. Spokojnoe bedzie dobrze.- lekarz byl bardzo mily. Tlumaczyl mi jak dbac teraz o bok i czego unikac-glownie sexu- co mnie bardzo zmartwilo. Po jakims czasie przyszla pielegniarka z wynikami badan. Lekarz zaczal je analizowac. Uniosl brwi i usmiechnal sie.
- prosze panstwa mam dobre wiesci.
- wszystko ok z krwia? - pytal Jus.
- tak z krwia juz dobrze. Mamy dodatkowa informacje. Jest pani w ciazy. Gratuluje.- spojrzalam z szokiem na Justina. Jego wyraz twarzy byl taki sam jak moj. Niepewny.

Koniec

niedziela, 1 grudnia 2013

I will find you (+18)

.. story of my life..

I will find you

Oczami Mer

Ciemność. Długotrwała ciemność. Nie wiedzialam co sie dzieje. Wtedy ujrzalam swiatlo i jakiegos mezczyzne w bialym fartuchu. To nie byl Justin.
- gdzie, gdzie jest...
- ciii. Spokojnie. Mialas wypadek i stracilas sporo krwii. Na szczescie juz jest dobrze. Jeszcze dzis bedziesz mogla wyjsc ze szpitala- usmiechal sie.
- czy jest ktos tutaj ? Ktos ze znajomych ?
- przykro mi. Musi pani powiadomic rodzine.
- nie, nie trzeba.-nie chcialam denerwowac rodzicow bez potrzeby. Zastanawiala mnie tylko 1 rzecz. Justin. Gdzie on jest?! Moze wezwali go na komisariat. Moze musial zlozyc zeznania i opisac zloczynce? Nagle zaczelo cos burczec. To byl moj telefon. Dzwonil Justin.
- tak? Justin gdzie jestes ? Wszystko ok?
- Mer powiedz mi czy wszystko dobrze? Jak sie czujesz?- pytal zatroskany.
- dobrze. Jeszcze dzis mnie wypisuja.
- a co z toba?
- Mer, nie mozemy sie spotykac.- slowa chlopaka mnie zatkaly.
- co ? Jak to?!
- wybacz mi.  - chcialam ciagnac rpzmowe dalej, lecz chlopak sie rozlaczyl. Nie moglam tego zrozumiec. Wstalam z lozka i ubralam sie w zakrwawione ciuchy. Wybieglam z budynku w poszukiwaniu chlopaka. Dzwonilam, pisalam jednak bezskutecznie. Postanowilam wrocic do hotelu. Wzielam prysznic i przebralam sie w dosc wygodne ubrania. Wzielam pinadze i skoczylam dovspozywczaka. Bylam dosc glodna. Nic nie jadlam w tym dniu a juz prawie wieczor. Coz trudno sie dziwic. Weszlam do dzialu z napojami. Biorac butelke wody cos mna wstrzasnelo. Zobaczyalam Justina. Z Selena. Nie wiedzialam co robic. Postanowilam podejsc do niego. Wiem, ze dlugo sie nie znamy, ale myslalam ze nasza wspolna noc miala znaczyla cos dla niego. Szybkim krokiem podeszlam do pary
- co to ma znaczyc?! - postanowilam byc twarda i nie plakac.
- a co ma znaczyc? Jestem z Sel, a tamten wybryk...vzapomnijmy o tym. - łzy cisnely mi sie do oczu. To nie byl Justin, ktorego znalam. Dostrzeglam jednak mala dawna iskierke w jego spojrzeniu i cos w stylu "przepraszam"
- no nie slyszalas?! Zostaw nas w spokoju. - odezwala sie aroganckim tonem Selena. Nienawidzilam jej i jego. Jaka ja bylam glupia. Odeszlam od nich i szybko udalam sie do kasy po czym wybieglam. Szlam samotnie w strone hotelu. Łzy na moich policzkach mieszaly sie z deszczem. Wrociwszy do pokoju padlam na lozko. Nigdy jeszcze tak nie plakal. Zaczelam przegladac internet a na stronach plotkarskich "justin i selena znowu razem". Nie moglam tego zniesc. Ubralam sie w czarna mala sukienke i zrobilam lekki makijaz. Wyszlam i szukalam jakiejs fajnej imprezy. Dlugo to nie trwalo. Weszlam do pietwszego lepzego lokalu. Zaczelam rozgladac sie. Sporo ludzi. Podeszlam do baru i zamowilam whisky. Postanowilam napic sie do utraty przytomnosci i przeleciec byle kogo. Na pocieszenie. Niestety ktos mnie powstrzymal.
- Mer ?! Co ty tu robisz?!
- a co ? Myslisz ze bede siedziec w domu i ryczec po tobie? Szkoda czasu.Gdzie twoja Sel - chlopak opuscil glowe- A teraz mykaj stad bo sie wkurwie.
- to nie tak jak myslisz...- mowil sciszonym glosem.
- nie?! A jak ?! - wstalam trzaskajac kiliszkiem o podloge. Wybiegajac rozplakana z biby.
- to menager i cala organizacja kaza mi byc z Selena.- zlapal mnie za reke i nie puszczal.
- i co nie mogles odmowic?! Bo tak. Slawa i kasa najwazniejsza. - probowalam sie wyrywac jednak bez skutkow.
- nie! Grozili ze ci cos zrobia jak ich nie poslucham. Organizacja dostaje kupe kasy za to ze jestem z Selena. A ten koles dzis rano to bylo ostrzezenie.- chlopak mnie puscil. Nie wiedzialam czy placze czy to ten deszcz tak bardzo padal na jego twarz. Po krotkim namysle rzucilam sie na niego przytulajac go z calej sily. Teraz tylko jego mi bylo trzeba. Zrozumialam jak bardzo go kocham i jak bardzo nie chce go stracic. Justin wbil sie w moje usta po czym szybko odessal sie.
- co jest? - spytalam zaniepokojona.
- nie mozemy razem byc. Oni moga cos ci zrobic.
- nie obchodzi mnie nic. Tylko ty. Chodzmy do mnie.- chlopak zamowil taxi i pojechalismy do hotelu. Otworzylam drzwi i od razu po ich zamknieciu Jus wzial mnie na rece i zaniosl na lozko. Polozyl mnie delikatnie i zacząl muskac moja szyje. Nie chcialam dzis w to grac. Chcialam juz tego. Jego we mnie. Zerwalam z niego koszulke po czym on zdjal ze mnie sukienke. Chwile pozniej bylismy juz nadzy. Zadnych slow. Tylko my razem bez zadnych ograniczen. Wszedl we mnie. Zaczelismy jeczec razem. Potrzebowalismy tego i ja i on. Doszlismy. To byla najpiekniejsza chwila mojego zycia. Mialam go bez obaw ze zaraz zniknie. Przytulil mnie mocno.
- kocham cie.- powiedzial zasapany
- ja ciebie bardziej.
- moze cos zjemy- zaczal sie smiac.
- tez jestes glodny.
- bardzo.

The end.

piątek, 29 listopada 2013

I can't let you go away


. The Story Of My Life. 



The Game

Półmrok.  Migoczące żarówki machały się po obdrapanym suficie co raz oświetlając przestrzeń. Siedziałam. Na krześle. Przywiązana jakimś sznurem czy łańcuchem. Wcale nie chciałam się uwolnić. Nagle zabrzmiała piosenka  All That Matters. Całe pomieszczenie rozbłysło. Justin wszedł na środek. Stał gdzieś z metr przede mną. Zaczęłam przygryzać dolną wargę. Śpiewał i tańczył. Zbliżył się do mnie rytmicznie i musnął delikatnie moje usta. Nagle zza pleców Jusa wyłonił się ktoś pociągając chłopaka za sobą. Psując cudowny moment wyszli  gasząc światło, a  ja zostałam sama w ciemnościach.
-Justin! – wyrwałam się z łóżka. Uff to był tylko sen. Streszczając mam powalone sny. Zaczęłam rozglądać się po pokoju. Był dość obcy. Oczywiście zanocowałam u Justina, tyle, że jego nie było przy mnie.  Podniosłam się z wielkiego wyra i założyłam ubranie schodziłam powoli po schodach ślizgając prawą ręką po ścianie. Było dość wcześnie.  Słońce jeszcze nie wstało. Skradając się do salonu chłopaka chciałam go zawołać, lecz coś mnie zatrzymało. W kuchni stał Jus. Lecz nie był sam.
- Słuchaj kolego albo dasz mi to czego chce albo zniszczę ciebie! – krzyczał jakiś facet celując pistoletem w mojego Justina. Łzy same Cisły mi się do oczu. Nie wytrzymałam i wybiegłam zza kanapy pociągając go za dłoń. Mężczyzna zszokowany  chciał pociągnąć za spust, lecz Jus w samą porę uderzył w krocze faceta.  Z całych sił zaczęliśmy wbiegać po schodach. Dotarliśmy do pokoju blondyna, który szybko zamknął drzwi.
- Co tu się dzieje ?! – spytałam zszokowana.
- Nie ważne. Nie ważne. – zaczął rozglądać się Justin i łapać za głowę.
 - Co ?! Ty do mnie mówisz, że to nie ważne ?!
- Dobrze spokojnie. – wziął mnie za ramiona i spojrzał w oczy.- ten koleś chce coś ode mnie. I tego nie dostanie.- nagle drzwi się roztrzaskały. Kawałek drewna wbił mi się w bok, lecz nie miałam czasu na użalanie się nad sobą. Justin chwycił jedną z nagród MTV i rzucił ją o okno, złapał mnie za rękę i wyskoczyliśmy razem na trawnik chłopaka. Na szczęście nic nam się nie stało, tak myślałam. Policja już przyjechała. W samą porę. Niestety złoczyńca już uciekł. Chłopak pocałował mnie w czoło i z uśmiechem na twarzy podniósł mnie na ręce.
 - AAł – krzyknęłam. Chłopak położył mnie  z powrotem  i dotknął bok. Krew. Cała byłam we krwi. Lało się ze mnie ciurkiem.
- Co ?! Dlaczego tak jej się leje?! – wrzeszczał. Karetka jechała jakieś 3 minuty po czym od razu dojechaliśmy do szpitala. – Co jej jest ?! – spytał lekarza.
- ma chorobę krzepliwości krwi.
- Ale co z nią ? Będzie dobrze?
- Na razie nie wiemy. Straciła dużo krwi.
OCZAMI JUSA
Nie mogę uwierzyć w to co się stało. Siedziałem na ławce na korytarzu. Nagle znikąd pojawił się zabójca mojej Mer.
- Ty gnoju ! Co ty tu robisz?! – zacząłem się drzeć.

- ciszej chłopczyku. Wiesz dobrze o co chodzi. Masz w to wejść bo inaczej koniec wszystkiego. Koniec umowy, wszystkiego. Dziewczyna już czeka.- spojrzałem na salę, w której leżała Mer i z łzami  w oczach odszedłem.

czwartek, 21 listopada 2013

The Story Of My Life ( Other Time)

. The Story Of My Life.




Other time 


Ledwo udało mi się zasnąć. Śniło mi się, że spadałam. W otchłań. Próbowałam się czegoś złapać zatrzymać się, lecz nie mogłam. Przestrzeń była ciemna, mroczna ogarnięta gęstą masą białawej mgły. Spadając powoli zaczynał mi się ukazywać ląd na który, przynajmniej taką miałam nadzieję, spadnę. Niestety a może stety budzik zadzwonił.
- Jade !!- krzyczała bezlitośnie Kels.
- Co takiego ?- przewalałam się w łóżku próbując się wybudzić.
- Kamil przespał się z naszą dmuchaną blondyną!
- Jaką blondyną? – mówiłam ospale szczerze bez żadnego specjalnego zainteresowania.
- No naszą wychą!
- ojoj. – będzie miał wpierdol.
- A co nie rusza cie to ? W ogóle?
- Szczerze? Nie za bardzo.
- Aaa już wiem chyba o co chodzi. To ten nowy Harry ci się spodobał.
- Może i tak. Nie wiem sam. A tobie Zayn nie?
- Nie wiem… nic do niego nie mam. Jest mi obojętny.- Nagle ktoś zapukał do drzwi. Podeszłam i otworzyłam, a tam zastałam Harrego i Zayna.  OMFG byłyśmy w samej piżamie bez makijazu. Nie mogłam tego przetrawić.
- Hej laski- krzyknął Zayn.
- Co wy tu robicie?! – spytałam sszokowana
- A co nie podoba się surprise ?! – baknął Harry
- No podoba się ale czemu tak wcześnie?
- Kotku jest 11:00.- dreszcze przeszły mnie po całym ciele. Zayn kątem oka zerkał na Kels która nie za bardzo odwzajemniała spojrzenie.
- To co ? Idziecie z nami? – spytał nagle Zayn
- A gdzie?- odezwała się Kels
- Gdziekolwiek. Może do parku?
- No nie wiem czy to najlepszy pomysł… - Kels najwidoczniej nie była zainteresowana Zaynem.
- No dalej ubierać się! Albo lepiej nie. Wyglądacie tak  cudownie. – zaśmiał się Harry.
- Ha ha.- pobiegłam do łazienki razem z Kels i zaczęłyśmy szykować się do wyjścia.
W Łazience:
- I co myślisz o nich ?- spytała niepewnie.
- Myślę że są bardzo mili i fajni. Na pewno milsi i fajniejsi od Kamila i Tomka.
- Tylko, ze Zayn nie no wiesz nie pociąga… nie jest w moim typie.
- Jak chcesz mogę cie jakoś usprawiedliwić..
- Nie. Pójdę z wami. Mam nadzieję, że będzie się trzymał na dystans.- Kels ubrała się w czarne krótkie spodenki i bordową bluzke za ramiączkach , a ja w czarne rurki granatową bluzkę z kołnierzykiem.
- Dłużej się nie dało?- zaśmiał się Zayn.
- Nie- odpowiedziała sucho Kels.
Wyszliśmy z budynku i przy okazji minęliśmy Kamila i Tomka. Chłopaki patrzyli na nas z rozczarowaniem. Cóż nie nawiązywali z nami żadnych kontaktów od czasu lądowania. Nie będziemy z tego powodu płakać. Harry pociągnął mnie za rękę i powiedział
- chodźmy szybciej bo się spóźnimy
- a jesteśmy z kimś umówieni ? – spytała Kels
- W pewnym sensie. – burknął Harry. Szliśmy tak z piętnaście minut. Doszliśmy do wielkiego budynku okrążając go i wchodząc wejściem tylnym.
- Gdzie wy nas zaprowadziliście? – spytałam.
- Zobaczycie.- Usiedliśmy na miejsca. Było dość ciemno. Tłum wiszczących ludzi i scena. Pewnie jakiś koncert. Światła skierowały sie na scenę a z nikąd wyłonił się Justin. Justin Bieber. Kels zaczęły migotać oczy. Od dawna była jego fanką. Koncert minął bardzo przyjemnie. Zaczęliśmy wychodzić tym samym wyjściem co wyszliśmy. Nagle za nami pojawił się sam Jus. Słyszałam jak głośno bije serce Kels.
- Dziewczyny to jest..
- Wiemy kto to jest! – krzyknęła przerywając Harremu Kels.
- Hah. –zasmiał się Justin.
- Justin to jest Kels a to Jade.- przedstawił Harry.
- Miło was poznać. – uśmiechnął się w stronę Kels. Widocznie wpadła mu w oko, z reszta nie dziwie się mu.
- To co Justin idziesz gdzieś z nami?
- wybaczcie, ale Sel na mnie czekam.- wyraz twarzy Kels widocznie zbladł.- innym razem...
- To co dziewczyny idziemy gdzieś?- spytał się Zayn kierując wzrok prosto w oczy przyjaciółki.
- Tak możemy.- powiedziała smutnym tonem Kels.
- my wrócimy pojedziemy do mnie- odezwał się Harry łapiąc mnie za boki.
- A odwieziesz mnie później ?
- Nie wiem- szepnął mi do ucha loczek.
- To co Kels idziemy na spacerek może ?
- możemy.- Nasze drogi się rozeszły Harry i ja poszliśmy swoją droga a Kels i Zayn swoją.
Zayn i Kels <oczami Kels> :
Przepraszam może za bardzo się narzucam? Jak nie chcesz nie musisz ze mną iść. Widziałem jak patrzysz na Justina..- chłopak spuścił wzrok.
- Co ? Nie nie narzucasz się, a Justin co to za bzdury. Poza tym on ma Selenę. Nic do niego nie mam.- Zayn był taki nieśmiały. Był wręcz przeciwieństwem Justina duchowo i zewnętrznie. Nie sądzę, że nie był przystojny, lecz Justin to Justin. Szliśmy tak przez 20 minut rozmawiając o wszystkim i o niczym. Rozmowa się rozkręcała. Spacerowaliśmy razem w ciemnościach po jakimś czasie ukazała się mgła.
- wiesz Kels lubię cię.
- ja ciebie też – odpowiedziałam entuzjastycznie lecz bez żadnych głębszych uczuć.
- może skoczymy gdzieś jeszcze?- powoli głos chłopaka ściszał się a mgła sięgająca naszych kolan zbierała się coraz bardziej.
- wiesz ja nie wiem czy to dob…- Zayn przerwał mi. Delikatnie muskając moje usta. Czekałam aż spadnę, aż ten sen się skończy ale nic. Musiałam sama się obudzić. Oderwałam się od chłopaka i powiedziałam:
- innym razem Zayn. – i odeszłam zostawiając go tam gdzie staliśmy.

The Story Of My Life ( cz. 2)

.. The Story Of My Life..

   

II Hello my love  cz. 2


Siedzieliśmy tak jeszcze z godzinę. Śmialiśmy się, gadaliśmy. Nic specjalnego. Każdy opowiadał coś o sobie. W końcu wszyscy wyszli a ja i Harry zostaliśmy sami w wielkiej ledwo oświetlonej  sali. Patrzyliśmy się na siebie. Czekałam cierpliwie na jego ruch.
-No to się doczekaliśmy.- wziął mnie za rękę i  szybkim ruchem pociągnął za sobą pod mikrofon.
- Harry ja naprawdę nie…- nagle zadzwonił telefon. Mój telefon.Trochę mi ulżyło.
Rozmowa :
- Jade kurwa dostałam wpierdol że tak późno wróciłam. Szybko chodź, wracaj bo zaraz ta baba gliny wezwie. – powiedziała wkurzonym na maxa głosem Kels.
- Ok. już jadę, dzięki.- rozłączyłam się szybko i spojrzywszy na zasmuconego i rozczarowanego Harrego pocałowałam go w policzek.- do następnego razu.- chłopak nic nie powiedział tylko uśmiechnął się lekko. Szybkim tempem wyszłam z budynku. Nie miałam pojęcia jak wrócić do tego zasranego ośrodka. Zaczęłam się rozglądać za jakąś taxi.
- Chyba nie myślisz, że cię tak zostawię ? – spytał loczek opierając się o  czarne lamborghini.
- To twoje ? – spytałam lekko zszokowana.
- Tak. Wsiadaj, ponoć się gdzieś śpieszysz?- chłopak otworzył mi drzwi i wsiedliśmy do samochodu.- jakoś gorąco tu, co nie? Włączę Klimę. Chłopak uruchomił silnik  i wnet na cały regulator zaczęła grać „Isn’t she lovely”. Harry  jechał dość szybko co mnie bardzo podniecało.
- Isn’t she wonderfull…- zaczął śpiewac pod nosem. Znałam ten numer bardzo dobrze, więc postanowiłam to wykorzystać.
-Isn't she precious.
- Less than one minute old.
-To tutaj. Niestety koniec mojego wycia. Dziękuję ci za wszystko. Wyciągnęłąm się by pocałować chłopaka w policzek. Ten sprawnie obrócił głowę łącząc nasze usta. Leniwie oderwałam się od niego i wyszłam z samochodu.
Pod ośrodkiem stała praktycznie cała kolonia. Wiedziałam, że mam wpierdol.
- Co ty sobie dziewczyno wyobrażasz ?!- zaczęła drzeć się blondyna.- Wiesz co mogło się stać ?! Z kim ty tam w ogóle jechałaś tym samochodem ?!
- Nie pani sprawa.- odezwałam się pewnie.
- Jakiś bojfrend nowy. Jaka dziwka z ciebie. Jeszcze nie zdążyłaś się rozpakować a już kurde nowe dupy wyrywasz. – odezwał się Tomek.
- Weź wypierdalaj od niej. – kłóciła się Kels.
-No kurde najpierw kręcisz z Kamilem później go olewasz dla innego?! Suka!- wrzeszczał Tomek.
- Weź już ucisz ryja. Idź spać. – odezwał się lekko przybity Kamil. Marlena wzięła mnie pod rękę, a cała kolonia weszła do budynku.

czwartek, 14 listopada 2013

.. The Story Of My Life... 




II Hello my love 


You will never know if you wont try

         Po ciężkiej nocy wylądowaliśmy w Londynie. Przechodząc Kamil przepuścił mnie i uśmiechnął się lekko. Nie chciałam szczerze rozmawiać z nim o pocałunku. To był taki jednorazowy wybryk i tyle. Właśnie odbieraliśmy kluczyki i szukaliśmy pokoju.
- 69 hmm fajny pokój macie- powiedział Tomek i klepnął Kels w dupę.
-Co  ty sobie wyobrażasz?! – zapytała zbulwersowana. Co ty myślisz, że jestem jakąś dziwką, którą można klepać po dupie. Może najlepiej chodźmy od razu do łóżka.
-Ok! Ja z Kels a Kamil z Jade.- Kamil zaczął cieszyć ryja.
- Chyba was popierdoliło. My idziemy na miasto.- powiedziałam.
- to my z wami -powiedział Kamil.
- nie ma takiej opcji. Na razie.-powiedziała Kels i pociągnęła mnie za rękę. –Kurwa jakie pizdy z nich.
- Na maxa.- Szłyśmy przez ulice Londynu szukając odpowiedniego miejsca do pogadania. Postanowiłyśmy przejechać się 2 piętrowym  czerwonym autobusem. Usiadłyśmy na przystanku obok dwóch przystojnych gości.
-AAAŁL!!!- krzyknęła Kels.
- Co się stało ?! –spytałam przerażona jej miną.
- Dupa mi się faja!
- Spokojnie. –powiedział jeden z gości. Mulat wydawał się całkiem miły.
- Co spokojnie ?! Skąd tu ten papieros?!- spytała oburzona.
- Wybacz, nie trafiłem. Może mogę ci to jakoś wynagrodzić ?
- Wiesz chyba już swoje zrobiłeś…
- Naprawdę przepraszam.- Co raz patrzyłam się na chłopka obok. Brunet nie mógł przestać się śmiać. Powiem szczerze, że ta cała sytuacja była komiczna. Autobus już przyjechał.
- gdzie jedziecie?- odezwał się seksownym chrypkim głosem wysoki lokowany brunet spoglądając na mnie ze słodkim uśmiechem.
- jeszcze nie wie… - po chwili przerwała mi Kels.
- a co was to obchodzi?!
- No już nie denerwuj się. Przepraszam to był wypadek.- powiedział mulat. Jestem Zayn a to Harry.- Zayn słodko uśmiechnął się do Kels po czym  ona chwilowo odpłynęła.
-Ja jestem Jade a to jest Kels.- powiedziałam.
Harry oblizał usta I zapytał :
- To może z nami pojedziecie ?
- A gdzie jedziecie ? – spytałam się z zainteresowaniem.
- Do studia.
- Jakiego studia? – spytała otrząśnięta Kels.
- muzycznego.- powiedział Zayn.
-gramy w zespole, a właściwie śpiewamy. Zayn potrafi grać na trójkącie, ale nie wiem czy to coś zmienia… - zaśmiał się Harry.
- Hah. Ok. Wydaje mi się, że mogłybyśmy z wami pojechać.- uśmiechnęłam się do chłopaka.
- Ok. To idziemy. Wsiedliśmy do wielkiego autobusu. Zostały tylko 2 miejsca wolne.
- Siadajcie.- powiedział Zayn.
- Niee, wy usiądźcie. My postoimy.- chłopcy usiedli. Dwa przystanki dalej wsiadły trzy wielkie grupy. Pewnie z jakiejś kolonii. Zrobił się wielki tłok.
-Chodźcie na kolana- powiedział Zayn , a Harry poklepał swoje nogi.
Kels bez żadnych przeszkód posłuchała się . Nie wiedziałam w sumie co robić. Tłok był tak wielki, że nie dało się stać.
Po chwili namysłu usiadłam na twarde, kościste nogi Harrego.
- zgrabne masz nóżki. – powiedziałam.
- ty też. – zaśmiał się loczek. Popatrzył się z uśmiecham w moje oczy i nagle pojazd gwałtownie zahamował, a Harry złapał mnie w talii i przycisnął do siebie.
- Wysiadamy! – krzyknął Zayn.- opuściliśmy busa i zaczęliśmy się rozglądać. Podeszliśmy kawałek. Zerkałam co raz na Harrego. Trzymał ręce w kieszeniach w spodniach i przez cały czas patrzył się w podłogę uśmiechając się.
 - To już tu. Schodziliśmy w dół po schodach i weszliśmy do wielkiej Sali z różnymi instrumentami, mikrofonami itp.
- No rzeczywiście jesteście w zespole. – powiedziała z szacunkiem w głosie Kels.
- A jak inaczej. – Spojrzał się głęboko w oczy Kels, co doprowadziło do widocznych rumieńców na jej policzkach.
Na wielkiej skórzanej kanapie siedzieli jeszcze trzy chłopcy.
- Jade, Kels To jest Liam , Niall i  Louis.
- Hej.-krzyknęli prawie równo.
- Cześć. – powiedziałyśmy.
-Chłopaki przyprowadziłyśmy Kels i Jade bo są fajne – wypalił Zayn.
- Skoro tak mówicie to okej. – powiedział radośnie Liam.
- Ok. to słuchajcie. Najpierw nagrywa Harry.- chłopak wstał i podszedł do mikrofonu. Prawie że muskał ustami mikrofon.
„ Written in these walls are the stories that I can’t explain
I leave my heart open but it stays right here empty for days”
-Ok było ok- powiedział Liam. Harry szybko usiadł obok mnie.
- Piękny masz głos.
- Bez przesady, ale dziękuję. A ty lubisz śpiewać?
- Lubię ale nie umiem. – zaśmiałam się.
- To jak wszyscy już wyjdą to sobie pośpiewamy.
- Nie wiem czy to dobry…
- Dobry. Jeśli chcesz. Nie będę cię zmuszał. Może chłopak na ciebie czeka.
- Nie mam chłopaka.
- Tym lepiej.
CDN